Ulicę Tarasową na kieleckim Słowiku przecięto torami pół wieku temu. Przez lata ludzie wbrew przepisom przebiegali na drugą stronę. Po remoncie torowiska mówią: dość! I żądają od PKP bezpiecznego, legalnego przejścia. O tym, kiedy będą się mogli wydostać z własnego osiedla rozmawialiśmy w programie Interwencja.
– Bardzo trudno się tu żyje. Nie ma przejścia, nie ma chodników, nie ma oświetlenia – mówi jedna z mieszkanek Tarasowej. Nie ma którędy dostać się do sklepu, do autobusu, do kościoła. Najtrudniej mają osoby starsze oraz dzieci, które w tej części osiedla praktycznie nie mają nic.
– Linia jest już od 50 lat i w tym czasie PKP nie zrobiło nic, żeby umożliwić mieszkańcom przejście na drugą stronę – podkreślają mieszkańcy. – Ostatnie pismo kierowaliśmy w 2018 roku – mówią. Powiedziano nam, że nie ma technicznej możliwości, by wybudować przejście dla pieszych. Możliwe to będzie dopiero wtedy, gdy będą modernizować tory kolejowe. Problem jest w tym, że te tory zostały niedawno wyremontowane, a w kwestii przejścia nie zmieniło się nic. I tak czekamy 28 lat – dodają.

Ludzie, by dostać się w kierunku miasta korzystają z kolejowej drogi technicznej. To ubita ścieżka, która latem się kurzy, a po opadach jest wielką kałużą. – Często przy opadach deszczu jest tu straż pożarna i wypompowują wodę, bo kanał się zatyka – relacjonują. Przejście jest tak wąziutkie, że z wózkiem, czy z dzieckiem nie da się przejść, a poza tym ruch jest pod wiaduktem ogromny, bo tamtędy jeżdżą samochody ciężarowe z kopalni – dodają.
Nie lepiej jest, gdyby chcieli dość ulicą Chorzowską, bo tam z kolei nie ma chodników, tylko utwardzone pobocze. – Jesteśmy zdani tylko na transport samochodowy – mówią.
Brak infrastruktury zmusza niektórych do ryzykownych zachowań. W miejscu, gdzie przejście jest zabronione, wydeptana została ścieżka. – Ludzie ryzykują życie, a pociągi mają jeździć coraz szybciej, do 80 kilometrów na godzinę. To będzie tragedia – alarmują mieszkańcy.
– W latach 80. kobieta przechodziła pod pociągiem. Ruszył – obcięło jej obie nogi – wspominają.
Ludzie są rozżaleni, że od lat nie otrzymują żadnego wsparcia od miasta – Wszystko to, co mamy na ulicy Tarasowej, jest za nasze pieniądze – mówią.
– Były komitety budowy kanalizacji, telefonów w latach 90-tych, wody. Nic nam to miasto nie zrobiło. Gdzie my żyjemy? XXI wiek – pytają.
Rady Miasta Kielce, Wiesław Koza powiedział, że tak w mieście wojewódzkim być nie powinno. – Ci ludzie są wykluczeni z normalnego społeczeństwa – ocenił i dodał, że najlepszym rozwiązaniem byłby tunel pod torami. – Najwyższa pora, żeby takie przejście powstało – stwierdził.
– Ja sobie nie wyobrażam, żeby w XXI wieku takie rzeczy się działy, że ludzie przechodzą przez tory. Jest to skrajnie niebezpieczne – powiedział i zapowiedział interwencję u władz Kielc.
Radny Maciej Bursztein zwrócił uwagę, że problem jest wieloletni i skomplikowany. – Ten temat nie jest rozwiązany od lat 70. Wszystko sprowadza się do znalezienia finansowania i współpracy na linii miasto i PKP. Do czego będziemy oczywiście miasto zobowiązywać razem z innymi radnymi – zadeklarował. Dodał, że konieczne jest także uregulowanie stanu prawnego ulicy Tarasowej. – To jednak może potrwać, bo jej stan jest bardzo skomplikowany dlatego, że właścicieli tego terenu nie ma w Polsce. Trzeba ich znaleźć – zauważył.
Radny Wiktor Pytlak, który reprezentuje ten okręg od dwóch lat powiedział, że nie dziwi się, że mieszkańcy czują się poirytowani tą sytuacją. – Ja mam ogromny żal do radnych poprzednich kadencji, że przez kilkadziesiąt lat tu się nic nie dało zrobić – powiedział i wskazał na konieczność budowy chodnika.

– Przynajmniej taki, żeby was łączył przez Chorzowską do drugiej części waszej ulicy. Bo na chwilę obecną tak naprawdę nie macie którędy chodzić – zwrócił się do mieszkańców. – Budowa przejścia podziemnego pod torami to jest pieśń przyszłości i podejrzewam – dodał – że tak naprawdę nie będzie łatwo to zrealizować. Myślę jednak, że ja i moi koledzy z rady będziemy naciskali na PKP wspólnie z miastem, żeby to przejście podziemne wpisać w plany – zadeklarował.
Piotr Hamarnik, rzecznik prasowy PKP PLK, powiedział, że kolej nie wyklucza zmian, ale w dłuższej perspektywie. – Na razie postaramy się podnieść standard tego przejścia technicznego wzdłuż torów, tak żeby można było nim bezpiecznie komunikować się z ulicą Chorzowską i z wiaduktem, który tam się znajduje – powiedział.
– Natomiast jeżeli chodzi o perspektywę długofalową, to przygotowujemy się do dużej modernizacji linii kolejowej nr 8 na terenie Kielc, która również będzie obejmować przebudowę torów na tej linii – dodał.
– Rozważamy budowę przejścia podziemnego lub modernizację wiaduktu – poinformował. Zaznaczył, że inwestycja mogłaby zostać zrealizowana w ramach modernizacji linii kolejowej nr 8, której zakończenie planowane jest około 2032 roku.
Kwestię zablokowanego remontu samej ulicy Tarasowej wyjaśnił Marcin Januchta, rzecznik Miejskiego Zarządu Dróg w Kielcach. – Skomplikowany stan własnościowy gruntów uniemożliwia miastu natychmiastowe wejście na plac budowy – powiedział. – Po tej stronie, czyli od torów do ulicy Ustronia, właścicielami są prywatni właściciele, których miejsca pobytu nie znamy. Nie wiemy, czy te osoby nadal żyją, czy też mają swoich spadkobierców. Dla tej nieruchomości jest założona księga wieczysta – wyjaśnił.
Po drugiej stronie, fragment ulicy Tarasowej od torów do ulicy Chorzowskiej, to jest teren miasta. Natomiast pięćdziesiąt metrów między Chorzowską, a ulicą Tarasową są własnością Lasów Państwowych. Rzecznik MZD wskazał dwa potencjalne rozwiązania tego problemu. – Pierwsza rzecz, to znaleźć właścicieli i podjąć z nimi negocjacje w zakresie wykupu tych gruntów. Lub drugie wyjście, które też jest procesem, ale jest zdecydowanie prostsze z punktu widzenia tego, że nie musimy szukać właścicieli, to jest zrobić to tak zwanym ZRID-em, czyli dokumentem, który pozwala pod inwestycję drogową przejąć te tereny – zwrócił uwagę.

























