Pół wieku temu Góra Radostowa została uznana za zabytek. Miejsce jest związane ze Stefanem Żeromskim, który w regionie świętokrzyskim zajmuje szczególne miejsce. Wpis do rejestru zabytków uniemożliwia okolicznym mieszkańcom gospodarowanie należącymi do nich nieruchomościami. Historycy zaś twierdzą, że ten obszar jest unikatowy i powinien być chroniony. Jak pogodzić dziedzictwo kulturowe z prawem do własności prywatnej – o tym rozmawialiśmy w środę (13 maja) w programie Interwencja.
Radostowa została objęta ochroną konserwatorską w 1978 roku. Uzasadnieniem decyzji było szczególne znaczenie góry w życiu Stefana Żeromskiego. Jednak ochrona konserwatorska objęła także prywatne działki mieszkańców gmin Masłów i Górno.
– Mamy ochronę konserwatora, nie możemy w pełni dysponować naszą własnością – mówił Wiesław Kaleta, radny gminy Górno. Nie możemy nic budować, wycinać drzew czy nawet uporządkować terenu, bo wszystko jest objęte ochroną. Tu nie chodzi o działki w lesie czy na zboczu Góry Radostowej, ale o położone przy głównych drogach, żebyśmy mogli swobodnie postawić domy. A teraz sytuacja jest taka, że nie można zrobić nic. Zaznaczył, że nie chodzi o masową zabudowę czy deweloperskie inwestycje. – Nam wystarczy tyle żeby na jednej działce powstały dwa domy dla rodziny – mówił Kaleta.
Podobne stanowisko prezentują samorządowcy z Masłowa. Radny gminy, Piotr Kapuściński podkreślał, że spór dotyczy własności prywatnej. – W 1978 roku decyzja o objęciu ochroną konserwatorską pozbawiła mieszkańców możliwości normalnego dysponowania swoją własnością – zaznaczył. Przypomniał, że mieszkańcy nie byli nawet stroną postępowania przy podejmowaniu decyzji o wpisie do rejestru zabytków. – Zostali powiadomieni przedstawiciele urzędów i instytucji, ale mieszkańcy dowiedzieli się o wszystkim po czasie – mówił. Nie chodzi o to, żeby, uwalniać, tereny na szczycie, tylko mówimy o terenach pod górą. – Rozmowy w tej sprawie podejmowaliśmy od 2011 roku. Chodzi o możliwość podzielenia działki, bo dzieci nam uciekają, nie mamy jak tego majątku im przekazać i podzielić – argumentował.

Historyk, profesor Adam Massalski, powiedział, że dzisiejsza Radostowa, nie przypomina tej z czasów pisarza. – Pięćdziesiąt czy sześćdziesiąt lat temu na górze nie było ani jednego drzewa – wspominał. Dziś góra pokryta jest bujną roślinnością, co paradoksalnie kłóci się z wizualnym odtworzeniem krajobrazu, który znał Żeromski. Profesor Massalski zasugerował zmianę formy ochrony. – Powinna być to ochrona przyrodnicza, czyli takie standardy, jakie są przyjęte przy ochronie przyrody – stwierdził.
Historyk i regionalista, dr Cezary Jastrzębski powiedział, że decyzja o objęciu góry ochroną konserwatorską była błędna. – Wykroczono całkowicie poza kompetencje dotyczące dóbr kultury. Na Górze Radostowej nie stwierdzono żadnych śladów działalności człowieka, które uzasadniałyby taką ochronę – powiedział. Inaczej jest na Świętym Krzyżu, gdzie nikt nie dyskutuje, że jest to dobro kultury. Jastrzębski wskazał też na niekonsekwencję historyczną. – Skoro Żeromski pisał o „górach domowych”, wymieniając Radostową i sąsiedni Kamień, to dlaczego chroniona jest tylko jedna z nich – pytał. Odniósł się też w szerszej skali. – Literaci pisali też o Tatrach i Sudetach, ale tam nikt nie podejmuje tego typu kroków związanych z dobrem kultury.
Wojciech Purtak, dyrektor Centrum Edukacji i Kultury Szklany Dom powiedział, że spuścizna Stefana Żeromskiego skupia się nie tylko na Górze Radostowej, ale i podnóżu tej góry. – Stefan Żeromski był społecznikiem. I on, kiedy mógłby stanąć dzisiaj z nami tutaj, sto lat po swojej śmierci, to na pewno by wspierał mieszkańców, żeby uwolnić ich tereny pod zabudowę – powiedział. To miejsce nie wygląda już tak, jak wyglądało za czasów Żeromskiego. Ta góra, na którą wspinał się Stefan Żeromski, po której spacerował, na której siedział, jest teraz zupełnie inna. – Trzeba znaleźć mądre rozwiązanie, które z jednej strony przychyli się do próśb mieszkańców, ale nie zapomni o przyrodzie, która jest tu szalenie ważna – dodał.

Sylwia Zacharz, prezes Towarzystwa Żeromskiego powiedziała, że jeżeli ktoś kiedykolwiek nałożył tu ochronę, to ta decyzja nie została podjęta przypadkowo. – Gdyby tego miejsca nie oddano kiedyś harcerstwu, gdyby Radostowa nie była chroniona, to nie wyglądałaby tak jak teraz. Pewnie stały by tu teraz domy – powiedziała. Rozwój gminy to nie tylko tu i teraz, tylko jeszcze coś, co będzie za 20 lat. I o tym państwo powinni pamiętać, czyniąc jakiekolwiek kroki. Dodała, że okoliczni mieszkańcy świetnie korzystają z Żeromskiego i wykorzystują jego postać i zaapelowała, by tego nie zniszczyć. – Weźcie to proszę pod uwagę, bo można bardzo szybko zmienić krajobraz, a wrócić do tego, co jest, będzie ciężko.
Świętokrzyski Wojewódzki Konserwator Zabytków Krzysztof Myśliński zaznaczył, że urząd konserwatora nie może samodzielnie zmienić decyzji o wpisie. – Konserwator zabytków jest urzędem pilnującym ustanowionego prawa. Ta ochrona była wynikiem społecznej woli ochrony pamięci o Stefanie Żeromskim – tłumaczył. Radostowa została objęta w tamtym czasie szczególnym rodzajem ochrony – powiedział. To była potrzeba wyrażona przez świętokrzyską inteligencję i ludzi zaangażowanych w wartości historyczne, ideowe, artystyczne i patriotyczne Kielecczyzny. Żeromski jako wybitny Polak, obywatel i pisarz był wtedy postacią żywą i szanowaną. Wówczas nie ulegało wątpliwości, że był postacią pierwszoplanową, ale czy nadal jest tak odbierany – pytał. Zaproponował, by znaleźć kompromis w tej sprawie. – Sugerowałbym, by nie zwracać się do Ministerstwa Kultury i Dziedzictwa Narodowego, które wyda decyzję w tej sprawie, by zdjąć ochrony z całej Radostowej. Poszukajcie rozwiązania, a znalezienie go jest możliwe – poradził.























