Liniom lotniczym nie powinno zabraknąć paliwa. Choć jego cena mocno wzrosła, to przez spadek popytu na latanie za podróże wciąż płacimy umiarkowanie – pisze w środę „Dziennik Gazeta Prawna”.
Mimo trwającego kryzysu na Bliskim Wschodzie najwięksi przewoźnicy lotniczy w Polsce nie obawiają się braku paliwa lotniczego w najbliższych miesiącach – donosi „DGP”.
Cytowany przez dziennik Michał Kaczmarzyk, szef linii Buzz, zapewnia, że dostawcy mają zabezpieczone magazyny do sierpnia. Jak podkreśla, ewentualne kasowanie lotów nie wynika z braku paliwa, lecz z braku opłacalności połączeń, wywołanego wzrostem cen nafty lotniczej z poziomu 600-800 dol. do 1500-1600 dol. za tonę.
Powodu do niepokoju nie widzi też Andrzej Kobielski, wiceprezes Enter Air i powołuje się na unijne dyrektywy nakazujące utrzymywanie trzymiesięcznych zapasów paliwa na wypadek wstrzymania dostaw. Rozmówca „DGP” zauważa, że choć z Zatoki Perskiej trafiało do Europy 20 proc. ropy, to potrzeby zostaną zaspokojone z innych kierunków.
Podobne stanowisko zajmuje LOT, który ze względów bezpieczeństwa, jedynie utrzymuje zawieszenie rejsów do Tel Awiwu, Bejrutu i Rijadu.
Główny dostawca – Orlen zapewnia o pełnym bezpieczeństwie dostaw dzięki dywersyfikacji i ominięciu Cieśniny Ormuz na rzecz systemów rurociągów.
Cytowany przez „DGP” Mariusz Piotrowski, ekspert portalu Fly4free, zwraca uwagę na barierę psychologiczną pasażerów, którzy z obawy przed globalnym kryzysem i anulacjami wstrzymują się z rezerwacjami. Powoduje to spadek popytu przy próbach podnoszenia cen biletów, przez co linie lotnicze bez zabezpieczonych kontraktów terminowych ponoszą straty. Powstrzymaniu wzrostu cen sprzyja jednak konkurencja między WizzAirem a Ryanairem. Ten ostatni – jak podaje „DGP” – zabezpieczył w korzystnej cenie aż 80 proc. paliwa na kolejny rok.










