Niecodzienny widok na kieleckim Czarnowie. Kilkusetkilogramowy łoś szedł wzdłuż ulicy Jagiellońskiej i ruchliwego skrzyżowania. Do akcji wkroczyły służby, które umożliwiły zwierzęciu bezpieczny powrót do jego naturalnego środowiska.
Jak wyjaśnia leśnik Paweł Kosin z Nadleśnictwa Daleszyce, taka sytuacja to efekt specyfiki przyrodniczej naszego miasta.
– Kielce to wyjątkowo zielone miasto. W granicach administracyjnych mamy ponad dwa i pół tysiąca hektarów lasów. Zwierzęta żyją tuż obok nas i stale migrują. Siłą rzeczy dzika zwierzyna musi czasem przemieścić się przez tereny zabudowane – tłumaczy.
Leśnik podkreśla, że w przeciwieństwie do lisów czy dzików, łosie nie szukają w mieście pożywienia. Wskazuje, że to zdarzenie miało charakter czysto incydentalny.
– Był to dorosły osobnik, a na filmie można było dostrzec, że jest bardzo zdezorientowany. Prawdopodobnie wyszedł on z dzikich terenów rozciągających się między Karczówką a Dalnią i po prostu się zgubił. Łosie nie szukają jedzenia w mieście, więc mówimy tu o zwykłym przypadku – mówi.
Paweł Kosin dodaje, że łosie to majestatyczne i pewne siebie zwierzęta, jednak o spokojnym usposobieniu.
– Zachowują się one zupełnie inaczej niż sarny czy jelenie, które na widok człowieka uciekają w panice. Łosie są najbardziej ufne ze wszystkich jeleniowatych. Doskonale zdają sobie sprawę ze swoich gabarytów – dorosły samiec potrafi ważyć nawet pół tony, więc czuje się bardzo pewnie. Dodatkowo od kilkudziesięciu lat w Polsce na nie się nie poluje, przez co zatraciły naturalny lęk przed ludźmi czy samochodami – mówi.
– Jeszcze w latach osiemdziesiątych populacja łosia w Polsce była na skraju wyginięcia i wynosiła zaledwie kilkaset sztuk w całym kraju. Dziś, dzięki trwającemu od kilkudziesięciu lat zakazowi polowań, szacuje się ją na ponad trzydzieści tysięcy osobników. W naszym regionie liczba tych zwierząt wzrosła z kilkunastu do około dwustu-trzystu sztuk- mówi.
Leśnik apeluje jednak, aby podczas spotkania z łosiem zachować zdrowy rozsądek i bezpieczny dystans.
– Łoś to roślinożerca i sam z siebie człowieka nie zaatakuje. Pamiętajmy jednak, że hałas miasta i gromadzący się wokół ludzie wywołują u niego potężny stres. Pod żadnym pozorem nie wolno do niego podchodzić, płoszyć go czy robić sobie z nim zdjęć. Jeśli łoś poczuje się osaczony, w obronie własnej może nas stratować lub poturbować swoimi potężnymi racicami. Natomiast w przypadku spotkania go na trasie podczas podróży samochodem – należy zwolnić, bezpiecznie ominąć zwierzę i włączyć światła awaryjne by ostrzec innych kierowców. To ogromne i silne zwierzę, z którym nie ma żartów – ostrzega.
Leśnicy przypominają, że każdy przypadek pojawienia się dzikiego zwierzęcia w mieście należy natychmiast zgłaszać do straży miejskiej.










