Wiosna to czas nie tylko na siewy czy sadzenie ziemniaków, ale i na pierwsze sianokosy. Od wieków mają one na wsiach wymiar magiczny i społeczny. Siano to przede wszystkim pasza dla zwierząt gospodarskich, ale sianokosy wiązały się z ważnymi wydarzeniami dla młodych chłopców. To właśnie wtedy odbywało się tak zwane wyzwolenie wilczka.
– Wyzwolenie wilczka to wybór młodego najlepszego kosiarza przy trawach, który w sierpniu występował już w roli wyzwolonego i pierwszego kosiarza podczas żniw. Przysługiwał mu także zaszczyt niesienia wieńca dożynkowego – tłumaczy etnolog, dr Alicja Trukszyn.
Jak wyjaśnia badaczka zwyczajów ludowych na świętokrzyskiej wsi, uroczystość odbywała się zazwyczaj u najbogatszego i najznamienitszego gospodarza.
– Młodzi chłopcy stawali na łące w szeregu, jeden za drugim, i na wyścigi kosili trawę. Kto szybciej i dokładniej wykosił łąkę, zyskiwał uznanie i przyjęcie do grona kosiarzy. Było to bardzo ważne wydarzenie w życiu młodych chłopaków. Koszono oczywiście kosą – dobrze wyklepaną, naostrzoną i taką, która już kilka lat przeleżała w pokrzywach. Nigdy nie było to narzędzie nowe. Gdy rozpoczynał czas sianokosów we wsiach roznosił się charakterystyczny dźwięk klepanych na babce i ostrzonych osełką kos. Trzeba przyznać, że posługiwanie się kosą nigdy nie było łatwą czynnością, więc zrozumiałym jest, że ta umiejętność opanowana w stopniu bardzo dobrym zawsze zasługiwała na uznanie całej społeczności – mówi Alicja Trukszyn.
Siano na łąkach koszone jest kilka razy.
– Pierwszy pokos to główny zbiór traw na przełomie maja i czerwca. Daje najwyższe plony i najwartościowsze siano. Drugi pokos nazywany potrawem czy otawą to koszenie odrośniętej trawy koniec lata lub wczesną jesienią.










