Teatr imienia Stefana Żeromskiego w Kielcach wystawił w sobotę ostatnią w tym sezonie premierę, farsę „Księżyc nad Buffalo” Kena Ludwiga. Spektakl, którego głównym zadaniem jest bawić publiczność, tak też został odebrany przez widzów.
Według Stanisława Wróbla, redaktora naczelnego dziennika „Echo Dnia”, to dobrze, że na kieleckiej scenie dramatycznej obok poważnych i ideowych sztuk, do których widzów przyzwyczaił dyrektor Michał Kotański, jest też obecny tak zwany „repertuar lekki” i to, że w Kielcach działa prywatny teatr rozrywki „TeTaTet” specjalizujący się w wystawianiu fars, nie przeszkadza, wręcz przeciwnie, sprzyja konkurencji.
Ostatnia premiera w sezonie jest też pierwszą sztuką przygotowaną za dyrekcji Jacka Jabrzyka, który od ponad roku po wygraniu konkursu czekał na zatwierdzenie go na tym stanowisku. Perturbacje związane z nierespektowaniem przez zarząd województwa świętokrzyskiego wyniku konkursu na dyrektora Teatru imienia Stefana Żeromskiego były przypominane podczas bankietu po premierze spektaklu.
Reżyser „Księżyca nad Buffalo” Tadeusz Kabicz wspominał ubiegłoroczny nastrój niepewności i przygnębienia gdy przyszło mu realizować w Kielcach także na zakończenie sezonu sztukę „Koń na rycerzu”. Praca nad obecnym spektaklem wyglądała zupełnie inaczej, podkreślał reżyser. Sobotnia premiera była okazją do przywitania się nowego dyrektora z widzami, którzy jego obecność nagrodzili gromkimi brawami. Równie wielką owacją widzowie nagrodzili Luizę Buras-Sokół, która przez rok pełniła funkcję pełnomocniczki teatru i zarządzała kielecką sceną. Kończący się sezon artyści nazwali „Spokojnie, to tylko awaria”, nadchodzący będzie się nazywał „Leci z nami pilot”.










