Wszechobecny pył i smród, że nie da się oddychać – tak wygląda życie mieszkańców Niegosławic w gminie Wodzisław. Zaledwie 30 metrów od domów znajduje się zakład produkcji nawozów. Firma formalnie od kilku lat jest w rozruchu, lecz w rzeczywistości prowadzona jest tam pełna produkcja. Co zrobić, by działalność gospodarcza nie uprzykrzała życia okolicy? O tym rozmawialiśmy w środę (17 czerwca) w programie Interwencja.
Program Interwencja w Niegosławicach był po raz drugi. Poprzednio byliśmy tu w marcu 2025. Mieszkańcy skarżyli się wtedy na trudny do zniesienia odór, który utrudniał normalne oddychanie. Dziś przyznali, że gdy pojawiają się media, produkcja jest czasowo zawieszana.
– Od jakiegoś czasu jest spokój, ale wcześniej nie dało się otworzyć okien, wywiesić prania czy spokojnie spędzić czasu na zewnątrz – relacjonowała jedna z mieszkanek. To był duszący fetor, którego nie sposób opisać – mówiła.
Mieszkańcy twierdzą, że z właścicielem zakładu nie można się porozumieć. – Naśmiewa się z nas, że powinniśmy się stąd wyprowadzić – mówią. A my mieszkamy tu od pokoleń, a on działa tylko od 3 lat – mówili. – W tym miejscu po wojnie działał PRG – przypominali. Działała tu chlewnia, była obora. Ale dało się tu normalnie żyć. – Jako dziecko bawiłam się tu i nikt nie narzekał, że jest smród – przypomina jedna z mieszkanek Niegosławic. My mieszkamy na wsi. Rozumiemy, że zapachu perfum nie będzie. Ale wtedy smrodu nie było.
Ludzie skarżyli się, że ci którzy zabierają w tej sprawie głos są zgłaszani na policję pod zarzutem uporczywego nękania. – Po doniesieniach medialnych zaczęły spływać fałszywe, anonimowe skargi z fikcyjnych kont – mówiła jedna z wzywanych na komisariat mieszkanek. Publikowano też nieprzychylne komentarze uderzające w protestujących.

Burmistrz Wodzisławia, Dominik Łukasik, przypomniał, że właściciel zakładu w lipcu 2023 roku wystąpił o wydanie decyzji środowiskowej. Gmina zobowiązała go do przygotowania raportu oddziaływania na środowisko, jednak procedura nie została zakończona. – Nie jesteśmy przeciwni przedsiębiorcom, ale działalność musi odbywać się zgodnie z obowiązującymi przepisami, po uzyskaniu wszystkich wymaganych zgód i pozwoleń – podkreślił burmistrz. Zaznaczył, że zakład nie posiada obecnie decyzji umożliwiającej prowadzenia produkcji nawozów w tym miejscu. Mimo to pod pretekstem rozruchu maszyn prowadzona była działalność przypominająca produkcję na dużą skalę – powiedział.
Sprawą zajął się Wojewódzki Inspektorat Ochrony Środowiska w Kielcach. Inspektorzy przeprowadzili wiele kontroli materiału, który był magazynowany na terenie zakładu i według zapewnień właściciela miał być pełnowartościowym produktem. Jednak wyniki badań przeprowadzonych przez akredytowane laboratorium Głównego Inspektoratu Ochrony Środowiska wykazały żywe bakterie salmonelli oraz jaja pasożytów jelitowych. – Materiał, który znajduje się pod kontrolą na terenie, który jest ogrodzony, dozorowany, nie stanowi realnego zagrożenia – zapewniła Edyta Marcinkowska, Świętokrzyski Wojewódzki Inspektor Ochrony Środowiska. Natomiast kontakt osób nieuprawnionych może spowodować, że ta Salmonella zostanie zawleczona gdzieś dalej – dodała. Ostatnia kontrola przeprowadzona 4 miesiące temu wstrzymała działanie spółki Polskie Nawozy.

Na wniosek WIOŚ postępowanie w tej sprawie prowadzi Prokuratura Rejonowa w Jędrzejowie. Jak poinformował rzecznik Prokuratury Okręgowej w Kielcach, prokurator Tomasz Rurarz, śledczy analizują, czy substancje zgromadzone w Niegosławicach stanowią odpady, czy były prawidłowo składowane oraz czy mogły stwarzać zagrożenie dla ludzi i środowiska. – Śledztwo dotyczy nielegalnego składowania odpadów niebezpiecznych sprowadzanych z Rzeszowa i Tomaszowa Mazowieckiego – poinformował Rurarz. W marcu prokuratura powołała biegłego z zakresu ochrony środowiska, który ma ocenić stopień zagrożenia dla życia ludzi, czystości wód, gleby i powietrza. Postępowanie potrwa około sześciu miesięcy, do tej pory nikomu nie przedstawiono zarzutów.
Ta sytuacja nie wpływa jednak korzystnie na wizerunek gminy powiedział burmistrz Wodzisławia Dominik Łukasik. – W pobliżu znajdują się cenne przyrodniczo tereny objęte ochroną w ramach programu Natura 2000. Samorząd liczy na rozwój turystyki i inwestycji mieszkaniowych, a ta sytuacja może skutecznie zniechęcać potencjalnych inwestorów – dodał.
Mieszkańcy są zdesperowani. Podkreślali, że nie zamierzają rezygnować z walki o poprawę jakości życia i oczekują skutecznego działania państwowych organów.




















