– W ślad za podwyżką minimalnego wynagrodzenia idą także podwyżki pensji dla pozostałych pracowników. Nie możemy więc dowolnie szafować minimalnym wynagrodzeniem i jego wzrostem nie biorąc pod uwagę innych wskaźników ekonomicznych i konieczności adaptowania do tych zmian w przedsiębiorstwach – powiedział na antenie Radia Kielce Karol Kaczmarski, wiceprezes Świętokrzyskiego Związku Pracodawców Prywatnych Lewiatan.
Wysokość minimalnego wynagrodzenia w przyszłym roku, według propozycji Rady Ministrów, ma wynieść 4 950 zł, czyli o 144 zł więcej niż obecnie. To wzrost o 3 proc., czyli o aktualny wskaźnik inflacji.
– To podobny wzrost do proponowanego przez pracodawców. Konfederacja Lewiatan wskazywała bowiem wzrost wynagrodzenia minimalnego o 2,5 proc. – mówi Karol Kaczmarski. – Pensja minimalna dotyczy zarówno sektora prywatnego, jak i publicznego. Prawdopodobnie rządowa propozycja jest podyktowana nie tylko tym, że dynamika wzrostu inflacji mocno spowolniła i jest szacowana na poziomie ok. 3 proc., ale także dlatego, że sektor publiczny boryka się obecnie z dużymi wyzwaniami fiskalnymi. Na tej podstawie, tak myślę, rząd wskazał taki, a nie inny wskaźnik wzrostu pensji minimalnej – ocenia Karol Kaczmarski.
Strona społeczna, a więc związki zawodowe, sugerowała większy wzrost pensji minimalnej, do kwoty 5 200 zł brutto.
– To nie jest kwestia tylko osób, które będą zarabiać pensję minimalną, czyli głównie pracowników będących na początku kariery zawodowej. To przekłada się w ogóle na wzrost wynagrodzeń w przedsiębiorstwach i instytucjach, które zatrudniają. W ślad za podwyżką pensji minimalnej idą także podwyżki dla pozostałych pracowników. Nie możemy sobie dowolnie szafować minimalnym wynagrodzeniem i jego wzrostem, nie biorąc pod uwagę innych wskaźników ekonomicznych i konieczności adaptowania do tych zmian w przedsiębiorstwach. Jeśli mamy firmę, która zatrudnia 300 osób, ma podpisane kontrakty na okres 3-4 lat, to musi ona szacować koszty stałe związane z wynagrodzeniem pracowników, którzy wykonują te kontrakty w takiej właśnie perspektywie czasowej. Jeśli wynagrodzenie wzrośnie w tym czasie o 20-30 proc., a firma tego ryzyka nie doszacowała, to robi się duży problem – wyjaśnia wiceprezes Świętokrzyskiego Związku Pracodawców Prywatnych Lewiatan.
W Polsce pracuje obecnie nieco ponad 17 mln osób. Zmiana stawki najniższego wynagrodzenia bezpośrednio wpływa na budżety domowe około 1,6 mln pracowników w kraju. Gość Radia Kielce zwrócił uwagę, że choć wydaje się to niewiele w skali kraju, to jednak dla konkretnego przedsiębiorstwa koszty mogą być duże, ponieważ nie obejmują wyłącznie zarabiających najmniej.
– Załóżmy, że mamy 20 pracowników, z czego 5 zarabia pensję minimalną, kolejnych 5 zarabia niewiele więcej, bo pracuje u nas raptem pół roku, a pozostałe 10 proc. otrzymuje wynagrodzenie w okolicach średniej krajowej. Okazuje się za chwilę, że osoby zatrudnione świeżo będą zarabiać więcej, niż te, które pracują 3-4 miesiące. Pracodawca musi dać im podwyżkę. Wtedy budzi się kolejny „szczebelek” w hierarchii wynagrodzeń w firmie i mówi: zarabiam teraz tylko 200 zł więcej, a kieruję pięcioosobowym zespołem. I mamy do czynienia z efektem domina – argumentuje Karol Kaczmarski.
Wiceprezes Świętokrzyskiego Związku Pracodawców Prywatnych Lewiatan skomentował w „Rozmowie Dnia” wchodzącą w życie w środę (8 lipca) reformę Państwowej Inspekcji Pracy oraz zamiany pozornych umów cywilnoprawnych i B2B w umowy o pracę. W ocenie Karola Kaczmarskiego w przepisach brakuje pewnego rodzaju precyzji i transparentności pozwalającej jasno określić, w jakich okolicznościach umowy muszą być zamienione.
– Ta reforma poniekąd przyjmuje jako założenie, że ten automatyzm jest, czyli to inspektor pracy będzie decydował ostatecznie, czy umowa ma charakter umowy o pracę i musi być na taką zamieniona czy też nie. Natomiast pracodawca będzie miał prawo odwołać się do sądu i taką możliwość te przepisy dają. Komunikat idący ze strony nowego Głównego Inspektora Pracy napawa pracodawców optymizmem, że nie będzie to forma automatyzmu. Daje nadzieję, że inspektorzy będą weryfikować i analizować każdy przypadek – ocenił gość Radia Kielce.
Jednocześnie Karol Kaczmarski przyznaje, że pracodawcy i przedsiębiorcy są zaskoczeni niespodziewaną zmianą na stanowisku Głównego Inspektora Pracy, na krótko przed wprowadzeniem nowej ustawy. W czwartek (2 lipca) miejsce Marcina Staneckiego powołano na to stanowisko Janusza Krasonia.
– To chyba wszystkich zaskoczyło, z uwagi na to, że poprzednik nie piastował tego stanowiska zbyt długo. A przypomnijmy, że PIP jest naprawdę bardzo istotnym elementem systemu, rynku pracy. Stoi na straży przestrzegania praw pracowniczych. Należałoby zadbać o to, aby ta instytucja miała zagwarantowaną przewidywalność i stabilność działania – powiedział Karol Kaczmarski.
Wiceprezes Świętokrzyskiego Związku Pracodawców Prywatnych Lewiatan przyznaje, że ze względu na wdrażane zmiany, nie jest to najlepszy czas na zmianę na tym stanowisku.








