W Borze Kunowskim w gminie Brody pochylono głowy przed tymi, którzy zginęli 83 lata temu w pacyfikacji wsi. Niemcy zamordowali tu kilkadziesiąt osób. Był to odwet za pomoc, jaką mieszkańcy udzielili partyzantom.
4 lipca 1943 roku 22 mieszkańców wsi zostało spalonych żywcem w jednej ze stodół, w tym sześć kobiet i dziewięcioro dzieci. Pozostali byli rozstrzeliwani w czasie obławy w lesie. Łącznie w wyniku pacyfikacji życie straciły 43 osoby.
Stanisława Pszonak tego dnia miała przystąpić do pierwszej komunii świętej. Z ciotką i bratem schowała się na polu, w zbożu. Tam znalazł ich niemiecki żandarm, ale kazał uciekać do domu. Oni ocalili życie, zginął jednak ojciec i brat. Niemcy nie pozwolili pogrzebać ciał zamordowanych na cmentarzu. Spoczywali we wspólnej mogile w lesie. Dopiero po wojnie ciała przeniesiono na cmentarz w Kunowie.
W dzisiejszej uroczystości brali udział samorządowcy, parlamentarzyści, ale także uczniowie okolicznych szkół. Michał, chorąży pocztu sztandarowego ze szkoły w Krynkach mówi, że udział w podobnych uroczystościach, nawet w wakacje, jest bardzo ważny.
– Szczególni dla młodych ludzi takich jak my, uczymy się historii naszego kraju i regionu. To także lekcja szacunku do drugiego człowieka, ale też zdobycie wiedzy, jak tragiczna jest wojna – zwraca uwagę.
O samo miejsce pacyfikacji dbają w szczególny sposób mieszkańcy wsi. Wielu z nich historię 4 lipca zna z opowieści najbliższych. Prawie każda rodzina ma wśród pomordowanych swojego przodka. Na coroczne spotkania, które bez względu na pogodę odbywają się dokładnie w rocznicę pacyfikacji przy pomniku w lesie, 4 lipca corocznie przychodzi wielu mieszkańców okolicznych wsi. To ich hołd dla poległych.


















