Mimo nieważności referendum w Działoszycach, jego inicjatorzy nie zamierzają wycofywać się z działalności.
Piotr Grabowiecki, inicjator referendum, którego celem było odwołanie burmistrza i rady miasta zapowiada w najbliższym czasie analizę sytuacji i podjęcie dalszych kroków. Nie wyklucza kolejnych działań mających na celu kontrolowanie pracy władz samorządowych. Decyzja o ewentualnej próbie zorganizowania kolejnego referendum jeszcze nie zapadła. Piotr Grabowiecki uważa, że niedzielny (19 lipca) wynik trudno jednoznacznie ocenić.
– Można powiedzieć, że to i sukces, i porażka. Sukces, bo pierwszy raz udało się zebrać tyle podpisów i doprowadzić do referendum. Ale rozmawiając z ludźmi widziałem, że są zastraszeni. Bali się, że sąsiedzi zobaczą ich przy urnach, że będą mieli problemy w urzędzie, czy że odbije się to na ich dzieciach – komentował w rozmowie z Radiem Kielce.
Burmistrz Działoszyc Stanisław Porada wynik referendum odczytuje zupełnie inaczej. Jego zdaniem, mieszkańcy świadomie nie poszli do urn, bo są zadowoleni z kierunku, w jakim rozwija się gmina.
– Cieszę się, że nasza gmina jest mądra, że mieszkańcy postawili na rozwój, nie poszli na referendum i nie dali się wciągnąć w kłamliwą grę. Bardzo dziękuję wszystkim, którzy pozostali w domach i w ten sposób wyrazili swoją opinię. Pokazali, że nie dają się manipulować i nie są marionetkami. To świadczy o tym, że doceniają rozwój gminy Działoszyce. I to jest chyba najważniejsze – powiedział Stanisław Porada.
Jednocześnie zapewnił, że nie zamierza lekceważyć sygnału płynącego z referendum. Zapowiedział, że chce spotkać się z mieszkańcami, którzy wzięli udział w głosowaniu, aby poznać ich oczekiwania i uwagi dotyczące funkcjonowania gminy. Zadeklarował również, że jeśli pojawiły się niedociągnięcia w komunikacji z mieszkańcami, będzie starał się je wyeliminować.
Niedzielne referendum było pierwszą w tej kadencji próbą odwołania władz, która zakończyła się głosowaniem. W poprzednich latach podejmowano dwie próby odwołania burmistrza i rady miejskiej, jednak inicjatorom nie udało się zebrać wymaganej liczby podpisów, by doprowadzić do głosowania.
Jak informowaliśmy, w niedzielę (19 lipca) finalnie doszło do referendum, ale okazało się ono nieważne z powodu zbyt niskiej frekwencji. Choć zdecydowana większość osób, które poszły do urn, opowiedziała się za odwołaniem władz, zabrakło ponad tysiąca głosujących, by wynik był wiążący. Do urn poszło niewiele ponad 520 mieszkańców, podczas gdy wymagany próg wynosił 1 643 osoby dla referendum dotyczącego burmistrza i 1 645 osób dla rady miejskiej. Frekwencja wyniosła nieco ponad 13,3 proc. To oznacza, że referendum nie wywołuje żadnych skutków prawnych.







