Damacha, amers, rana, czy węgierka dąbrowicka, to niektóre z gatunków śliw uprawianych w rejonie Szydłowa, który jest największym w Polsce zagłębiem tych owoców. W niedzielę (9 sierpnia) w Szydłowie odbywa się tradycyjne, coroczne Święto Śliwki.
W tym roku pogoda nie pomogła sadownikom. – Wiosną było zimno, potem nadeszły upały. Nie sprzyjało to odpowiedniemu dojrzewaniu owoców. Wiele osób nie ma w ogóle co rwać – mówi Janusz Sajkiewicz.
W trakcie festynu można zapoznać się miedzy innymi ze starodawną metodą wędzenia śliwek. Polega ona na przygotowaniu w ziemi wykopu, który zabezpiecza się dokoła deskami. – To tak zwana laska, do której wsypuje się owoce, a podziemnym kanałem dostarczany jest dym z ogniska opalanego kawałkami z drzew liściastych. Aby osiągnąć najlepszy efekt smakowy, śliwki muszą przebywać w temperaturze od 40 do 80 stopni co najmniej przez 24 godziny – informuje Rafał Grabka.
W Szydłowie drzewka śliwkowe uprawia się na około 1800 hektarach. Plantatorzy w ofercie mają 45 odmian tego owocu. Mówi się, że co piąta śliwka w Polsce pochodzi z okolic Szydłowa.

















