Przez dwa ostatnie tygodnie sierpnia zatankujemy taniej. To efekt kolejnej odsłony rządowego programu „Ceny Paliwa Niżej” (CPN). Na ten cel przeznaczono blisko pół miliarda złotych.
Dzięki obniżeniu podatku VAT z 23 do 8 procent, ceny paliw powinny spaść około złotówki za litr. Niższe ceny zwiększyły ruch. Wśród kierowców panuje jednak zgodna opinia: program powinien trwać dłużej.
– Podobają mi się te nowe ceny, ale trwają bardzo krótko. Za dwa tygodnie przestaną mi się podobać – mówi jeden z kierowców. – Wczoraj paliwo było tańsze, dzisiaj znowu jest droższe. Jak od września będą wyższe ceny, to będziemy rowerami jeździć – dodaje inny.
Rządowy CPN ma niewątpliwą wartość społeczną, ale długofalowo niesie też konsekwencje dla budżetu państwa. Profesor UJK dr hab. Sławomir Pastuszka, kierownik Katedry Ekonomii i Finansów podkreśla, że taka interwencja w ceny rynkowe może być tylko krótkookresowa.
– Te pół miliarda złotych w połączeniu z kosztami poprzedniego programu sprawia, że o tyle powiększy się dług budżetu państwa. On będzie przenoszony na następne pokolenia. Jedynie uspokojenie nastrojów na Półwyspie Arabskim wpłynie na stabilne ceny paliw, a to z kolei schłodzi inflację, która zaczyna dawać o sobie znać – mówi profesor Pastuszka.
Pierwszy pakiet CPN został wprowadzony pod koniec marca w związku z konfliktem Stanów Zjednoczonych z Iranem, który spowodował nagły wzrost cen ropy. Ostateczny koszt tego programu wyniósł ponad 4,5 mld zł.
W czwartek (20 sierpnia) ceny maksymalne paliwa wzrosną. Za litr benzyny 95 ma zapłacimy nie więcej niż 6,49 zł, benzyny 98 — 7,30 zł, a oleju napędowego — 7,52 zł.
Autor: Maria Matys










