Od 1 września edukacja zdrowotna będzie dla uczniów obowiązkowa – z wyjątkiem modułu o zdrowiu seksualnym. Do szkół wchodzi w cieniu wniosku PiS do Trybunału Konstytucyjnego o stwierdzenie niekonstytucyjności przepisów, które ją wprowadzają.
W szkołach ponadpodstawowych (liceum ogólnokształcącym, technikum i branżowej szkole I stopnia) – w wymiarze po jednej godzinie tygodniowo w dwóch wybranych przez dyrektora szkoły klasach (I i II albo II i III albo I i III), ale w każdym roku szkolnym, w którym są realizowane zajęcia edukacji zdrowotnej, wymiar godzin tych zajęć zmniejsza się o trzy godziny w każdej z klas.
Jak wyjaśnił resort edukacji, godziny, o które pomniejszono wymiar godzin obowiązkowych zajęć, będą przeznaczone na realizację nieobowiązkowej edukacji zdrowotnej – zdrowia seksualnego.
W szkołach podstawowych w klasach IV–VI zajęcia te będą realizowane w wymiarze po jednej godzinie w roku szkolnym, a w klasach VII i VIII – w wymiarze po dwie godziny w roku szkolnym. W szkołach ponadpodstawowych – w wymiarze po trzy godziny w roku szkolnym w dwóch klasach (I i II albo II i III albo I i III).
Nieobowiązkowe zajęcia nie będą podlegały ocenie i nie wpłyną na promocję ucznia do następnej klasy czy ukończenie szkoły.
O udziale w nich zdecydują rodzice ucznia lub sam uczeń – jeżeli jest pełnoletni. Uczeń niepełnoletni nie będzie chodził na zajęcia, jeśli rodzice złożą dyrektorowi szkoły pisemną rezygnację. Pełnoletni musi to zrobić sam.
W każdym roku szkolnym przed przystąpieniem do realizacji zajęć, nauczyciel prowadzący wraz z wychowawcą, musi przeprowadzić co najmniej jedno spotkanie informacyjne z rodzicami uczniów niepełnoletnich oraz z uczniami pełnoletnimi. Ma ono służyć przedstawieniu pełnej informacji o celach i treściach realizowanego programu nauczania, podręcznikach, materiałach edukacyjnych, materiałach ćwiczeniowych oraz o środkach dydaktycznych. Za przeprowadzenie tych spotkań odpowiedzialny jest dyrektor szkoły.
W podstawie programowej edukacji zdrowotnej obowiązkowych pozostanie dziewięć działów tematycznych: Wartości i postawy, Zdrowie fizyczne, Aktywność fizyczna, Odżywianie, Zdrowie psychiczne, Zdrowie społeczne, Zdrowie środowiskowe, Dojrzewanie (w szkole podstawowej), Internet i profilaktyka uzależnień oraz System ochrony (zdrowia w szkołach ponadpodstawowych).
Wyjątkiem będzie nieobowiązkowy komponent dotyczący zdrowia seksualnego. To właśnie on wzbudził największe kontrowersje jeszcze na etapie opublikowania projektu podstawy programowej przedmiotu w 2024 r. (zapowiadanego wtedy jako obowiązkowego). Głosy krytyczne popłynęły m.in. z Konferencji Episkopatu Polski.
Biskupi ocenili wówczas, że przedmiot jest sprzeczny z konstytucją. Powołując się na jej zapisy zaznaczyli, że „wychowanie seksualne zgodnie z konstytucją pozostaje w kompetencjach rodziców, a nie państwa”, a „rodzice mają prawo do wychowania dzieci zgodnie z własnymi przekonaniami”.
Przeciwko edukacji zdrowotnej i „edukacji seksualnej” protestowała też m.in. Koalicja na Rzecz Ocalenia Polskiej Szkoły, skupiająca ponad 70 organizacji społecznych. W grudniu 2024 r. na stołecznym placu Zamkowym odbył się protest pod hasłem: „Tak dla edukacji, nie dla deprawacji”. Podobne protesty organizowano też w innych miastach.
Z kolei kierownictwo MEN podkreślało m.in., że edukacja zdrowotna będzie holistyczna i jest oczekiwana przez wiele środowisk, w tym przez rodziców. Przedmiot zapowiedziano zresztą jako wspólne przedsięwzięcie resortów: edukacji, zdrowia oraz sportu i turystki.
– Do najważniejszych obszarów odpowiedzialności państwa należy dbanie o zdrowie i edukacja zdrowotna – podkreślała ministra edukacji Barbara Nowacka. Przekonywała, że „edukacja zdrowotna to dodatkowa godzina w szkole, ale jest to najlepiej zainwestowana godzina”.
Przedmiot miał też zwolenników. Za jego obowiązkowością opowiedziało się m.in. około 80 organizacji zrzeszonych w sieci SOS dla Edukacji czy Naczelna Rada Lekarska. „Problematyka profilaktyki zdrowotnej, zapobiegania chorobom cywilizacyjnym, propagowanie szczepień ochronnych, promowanie prawidłowych zachowań prozdrowotnych, higieny zdrowia psychicznego i inne elementy zdrowia publicznego, powinny stanowić obowiązkowy element nauczania na wszystkich etapach edukacji” – oceniła NRL.
Do stworzenia podstawy programowej edukacji zdrowotnej zaproszono ekspertów, których prace koordynował pedagog i seksuolog prof. dr. hab. Zbigniew Izdebski. – To ma być przedmiot szkolny, który ma wspierać rolę wychowawczą poprzez przekazywanie wiedzy opartej na dowodach naukowych – w tym wypadku dotyczących zdrowia psychicznego, fizycznego, seksualnego, profilaktyki itd. Do tego potrzebne są odpowiednie kompetencje, w które będą wyposażeni nauczyciele – mówił profesor w rozmowie z PAP w 2024 r.
Inny członek tego zespołu, prezes Instytutu Praw Pacjenta i Edukacji Zdrowotnej ks. dr Arkadiusz Nowak, podkreślał, że „ważne jest, żeby już na etapie szkoły podstawowej budować świadomość różnych zagrożeń dla zdrowia psychicznego i fizycznego, by młody człowiek był na nie odporny i postępował odpowiedzialnie”.
Obecnie przedmiot wchodzi do szkół w cieniu wniosku złożonego do Trybunału Konstytucyjnego przez posłów Prawa i Sprawiedliwości o stwierdzenie niekonstytucyjności przepisów „wprowadzających zarówno obowiązkowość edukacji zdrowotnej, jak i sposób traktowania tego komponentu edukacji dotyczącej zdrowia seksualnego”. Wiceprezes PiS Przemysław Czarnek poinformował m.in., że posłowie PiS zwrócą się do TK także z wnioskiem o wydanie zabezpieczenia tak – jak mówił – żeby zaskarżone rozporządzenia szefowej resortu edukacji nie mogły być stosowane od 1 września br.
Z kolei ministra Nowacka odnosząc się do tych zapowiedzi oceniła, że nie ma dzisiaj sprawnie działającego Trybunału Konstytucyjnego. Dopytywana, co zrobi w sprawie ewentualnego zabezpieczenia, oceniła, że „to jest żenada”. – Ponieważ pan Czarnek, który, przypomnę, był ministrem odpowiadającym za oświatę, nie zauważył, że są dwa przedmioty: obowiązkowy – edukacja zdrowotna i nieobowiązkowy – edukacja zdrowotna – zdrowie seksualne – powiedziała.
Zaznaczyła, że na przedmiot nieobowiązkowy uczniowie nie muszą chodzić, jeśli rodzice tak zdecydują. Zapytana, czy niezależnie od decyzji TK rozwiązania wejdą w życie, Nowacka odparła, że „na razie nie mamy normalnie funkcjonującego Trybunału Konstytucyjnego”. – Ciężko odnosić się do opinii wydawanych przez jakieś gremium – dodała.
Podpisy pod apelem do TK, by ten nie wstrzymywał lekcji edukacji zdrowotnej, zbiera Fundacja Dajemy Dzieciom Siłę. „Pozwólcie szkołom rozpocząć od 1 września 2026 r. nauczanie przedmiotu, który może pomóc dzieciom lepiej rozumieć własne zdrowie, dbać o siebie, rozpoznawać zagrożenia i szukać pomocy” – czytamy.
Zgodnie z przepisami, nauczycielem przedmiotu edukacja zdrowotna w szkole podstawowej i ponadpodstawowej może być osoba, która spełnia wymagania kwalifikacyjne, takie jak inni nauczyciele przedmiotów lub zajęć, tzn. osoba, która ukończyła studia pierwszego i drugiego stopnia lub jednolite studia magisterskie w zakresie edukacji zdrowotnej i posiada przygotowanie pedagogiczne albo ukończyła inne studia pierwszego i drugiego stopnia lub jednolite studia magisterskie w zakresie innym niż edukacja zdrowotna, posiada przygotowanie pedagogiczne i ukończyła studia podyplomowe w zakresie edukacji zdrowotnej.
Ponadto kwalifikacje do nauczania edukacji zdrowotnej posiadają także: nauczyciele biologii, przyrody, wychowania fizycznego, wychowania do życia w rodzinie oraz nauczyciele psycholodzy, a także osoby, które ukończyły studia przygotowujące do wykonywania zawodu lekarza, lekarza dentysty, farmaceuty, pielęgniarki, położnej, diagnosty laboratoryjnego, fizjoterapeuty, ratownika medycznego, albo studia w zakresie zdrowia publicznego, dietetyki albo żywienia człowieka i posiadają przygotowanie pedagogiczne.
Zajęcia mogą być prowadzone przez dwóch lub więcej nauczycieli.










