Mieszkańcy Kielc codziennie spotykają się z graffiti w przestrzeni publicznej. Napisy na murach, przystankach i ławkach zwykle nie są dziełami sztuki a ich usunięcie wiąże się z kosztami. Zidentyfikowanie sprawców jest trudne.
Na 237 zgłoszeń, które przyjęła w tym roku Straż Miejska w Kielcach, tylko raz udało się przyłapać autora na gorącym uczynku. Zdaniem Krzysztofa Kułagi pracującego w Straży Miejskiej w Kielcach, dzieje się tak, ponieważ graficiarze doskonale znają zakresy kamer monitoringu i umieją działać dyskretnie.
– Jeżeli się to uda, wówczas wyciągamy konsekwencje. Ale w wielu przypadkach jest to niemożliwe, nawet mimo monitoringu. Sprawy te przekazywane są innym podmiotom o szerszych kompetencjach – mówi Krzysztof Kułaga.

Dla mieszkańców Kielc graffiti to niekoniecznie miły widok.
– To przykre, że ktoś tak dewastuje miejsca, gdzie możemy spędzać czas. Zwłaszcza, że te napisy nie wyglądają na coś, co ktoś robi z pasji. Nie jest to nic wartościowego, tylko wandalizm. Są też takie graffiti, którym warto poświęcić uwagę i widać, że zrobił je jakiś artysta. Ale jak jest to coś brzydkiego albo obraźliwego, to szkoda pracy, ściany i farby – mówią Kielczanie.
Aneta Boroń, zastępca prezydenta Kielc potwierdza, że jest to duży problem, ponieważ mniejsze projekty, pojawiające się np. na przystankach czy na ławkach, miasto stara się usuwać na bieżąco. Wiąże się to jednak z dużymi kosztami. W tym roku usunięcie graffiti z samych wiat przystankowych kosztowało miasto prawie 350 tys. zł.
– Na usunięcie przeznaczamy pieniądze, które mogłyby być wykorzystywane na naprawę chodników, wybudowanie nowego skweru, zagospodarowanie naszej przestrzeni. Niestety musimy je przeznaczać na usunięcie wandalizmu – mówi Aneta Boroń.

Igor Kowalczyk, autor m.in. muralu Bronisława Opałki na kieleckim KSM-ie, mówi, że graffiti to nieodłączna część miasta, dzięki której widać, że żyją w nim ludzie.
– W dużych miastach nie ma z tym problemu. Zupełnie inne jest tam rozumienie graffiti, bo jest wszędobylskie. Czym fajniejsze miejsce, tym więcej tam jest graffiti. Jestem zwolennikiem tego, żeby pokazywać społeczeństwu, że graffiti i sztuka uliczna mogą być piękne. Wtedy ludzie powiedzą: ale czad, że ktoś przyszedł i namalował nam coś takiego, w ogóle nie pytając i za darmo – mówi Igor Kowalczyk.
Zdaniem Anety Boroń, alternatywą może być stworzenie przestrzeni na tzw. graffiti kontrolowane. W Kielcach można z niej skorzystać m.in. w skateparku. Umieszczone tam graffiti nie będzie usuwane przez miasto. Takie rozwiązanie ma sprawić, że nielegalne graffiti będzie pojawiać się coraz rzadziej.
Autor: Maria Matys














