Brązowe i opadające liście kasztanowca sprawiają, że myślimy o nadchodzącej jesieni, jednak to nie efekt krótszych dni i chłodniejszego powietrza, lecz motylego przybysza zza granicy.
Kasztanowce cierpią z powodu ataku szrotówka kasztanowcowiaczka – mówi dr Bartosz Piwowarski, pełnomocnik prezydenta miasta Kielce ds. Ochrony Przyrody i Różnorodności Biologicznej. To motyl, którego larwy żerują w liściach, tworząc widoczne gołym okiem brązowiejące plamy, tzw. miny. W efekcie liście kasztanowca szybciej niż w przypadku innych drzew zasychają i opadają.
– To kwestia większego zainteresowania owadów tym drzewem. Namnażają się cały czas i jest ich coraz więcej. Atakują wszędzie tam, gdzie są kasztanowce, a sadzi się je chętnie na terenie całego kraju od XVII wieku – stwierdza Bartosz Piwowarski.
Po raz pierwszy owada zaobserwowano w 1984 roku w Macedonii, skąd rozprzestrzenił się na całą Europę. Poczwarki wytrzymują temperatury -25°C, dlatego polska zima nie jest dla nich zagrożeniem. Konieczne jest stosowanie specjalnych zabiegów w celu ochrony drzew.
– Przede wszystkim liście muszą być jak najszybciej grabione i utylizowane, najlepiej spalone. Miasto rozwiesza też pułapki feromonowe, w których topią się samce. W niektórych miejscach wstrzykiwane są w drzewa substancje żelowe odstraszające szrotówki – mówi dr Piwowarski.
Najlepiej z ochroną kasztanowca radzą sobie jednak ptaki.
– Największą rolę odgrywają sikory, które wyjadają larwy szrotówka z liści. Dbajmy o to, aby było więcej ptaków w naszych ekosystemach. Wtedy nasze kasztanowce będą lepiej wyglądać przez cały rok – podsumowuje dr Piwowarski.
autor: Maria Matys




















