Michael Ameyaw był z pewnością wyróżniającym się piłkarzem Korony Kielce w przegranym 0:2 meczu 10. kolejki PKO BP Ekstraklasy w Szczecinie z Pogonią. Zdobył nawet bramkę, która nie został jednak uznana, bo 26–letni pomocnik był na spalonym.
Urodzony w Łodzi zawodnik oddał jeden z trzech celnych strzałów, który z trudem obronił bramkarz Valentin Cojocaru.
– Szkoda tej nieuznanej bramki. Co prawda nie widziałem powtórek, ale z tego, co słyszałem, spalony był minimalny. Wielka szkoda, bo piłka fajnie „siadła” mi na stopie i byłby z tego naprawdę ładny gol. Było jeszcze to drugie uderzenie, przy którym bramkarz Pogoni świetnie się zachował i uratował swój zespół. Fajnie byłoby w końcu zacząć strzelanie w barwach Korony. Mam nadzieję, że to wydarzy się już w meczu przeciwko Lechowi Poznań – stwierdził wychowanek UKS AP Żmuda Warszawa.
Michael Ameyaw ośmiokrotnie posyłał piłkę w pole karne Portowców, ale tylko dwa z tych dośrodkowań trafiły do partnerów.
– Jeśli chodzi o dośrodkowania, to ich celność na pewno nie była dzisiaj na najwyższym poziomie. Z tego, co pamiętam, jedna piłka dotarła jednak do Camilo (red. Meny) i szkoda, że nie padła z tego bramka. W końcówce, po mojej wrzutce, uderzał też Ariel (red. Mosór), ale taki jest sport – nie każde dośrodkowanie kończy się golem. Na pewno muszę poprawić skuteczność oraz precyzję podań, żeby stwarzać kolegom z drużyny jeszcze więcej sytuacji – zakończył Michael Ameyaw.
Była to trzecia porażka Korony w tym sezonie i druga wyjazdowa. W niedzielę 18 października podopieczni Jacka Zielińskiego zmierzą się w Poznaniu z Lechem.










