Kara finansowa i rozmowa dyscyplinarna. To konsekwencje skandalicznego zachowania dyspozytora warszawskiego pogotowia ratunkowego. Gdy zszokowany mieszkaniec zgłaszał wypadek przed jednym z centrów handlowych, usłyszał w słuchawce między innymi „zamknij mordę” i „pocałuj mnie w du*ę”. To przekroczenie dopuszczalnych granic – uznali przełożeni dyspozytora.
Do zdarzenia doszło w połowie grudnia, późnym wieczorem. Wtedy do naszej redakcji zgłosił się słuchacz. Poinformował, że poprzedniego wieczora był świadkiem potrącenia przez samochód pieszego w okolicy jednego z centrów handlowych przy al. Jerozolimskich w Warszawie. Zadzwonił więc pod numer alarmowy i po chwili przełączono go właśnie do dyspozytorni ratownictwa medycznego. Tam miał usłyszeć szokujące zdania padające z ust jednego z dyspozytorów.
Są konsekwencje
Ze sprawą zgłosiliśmy się do przedstawiciela Meditransu. Ten odszukał właściwą rozmowę i stwierdził, że „sposób prowadzenia rozmowy przez dyspozytora medycznego z mężczyzną wzywającym pomocy medycznej do zdarzenia komunikacyjnego był skandaliczny i wysoce nieprofesjonalny”.
– Po moich rozmowach z pracownikiem wyszło, że sposób prowadzenia rozmowy wynikał z problemów emocjonalnych. To jednak nie jest usprawiedliwienie dla takiego zachowania – zaznacza Paweł Wnuk, kierownik dyspozytorni w Warszawie. – Dyspozytor został ukarany finansowo. Osobiście przeprowadziłem z nim rozmowę. Mam nadzieję, że taka sytuacja się nie powtórzy – dodaje.
Wobec pracownika wyciągnięto więc konsekwencje służbowe. Meditrans jednocześnie zapewnia, że mężczyzna, który wzywał pogotowie został przeproszony, a pracownicy pogotowia przechodzą cykliczne szkolenia dotyczące postępowania w sytuacjach stresowych.








