Minister Anna Zalewska ujawniła kolejne szczegóły reformy edukacji. Na koniec szkoły podstawowej uczniowie będą zdawać egzamin z 4 przedmiotów: języka polskiego, języka obcego, matematyki oraz historii. Minister potwierdza zamiar likwidacji gimnazjów już w przyszłym roku nie będzie naboru do tych szkół, dzieci przejdą do siódmej klasy ośmioletniej szkoły podstawowej. Dłuższa o rok będzie też nauka w liceach i technikach. W tych placówkach zmiany wejdą w życie we wrześniu 2019 roku.
Minister zapowiada też rozwój dualnego systemu kształcenia w szkołach zawodowych, uczniowie znacznie więcej czasu niż do tej pory będą spędzać na praktykach w przedsiębiorstwach.
Zmiany z umiarkowanym optymizmem ocenia Ryszard Proksa, przewodniczący Krajowej Sekcji Oświaty i Wychowania NSZZ Solidarność. – Zmiany w oświacie są potrzebne. Bardzo dobrze, że nie ma już sześciolatków w szkole i że będą czteroletnie licea. Dobry jest też plan zmian w szkolnictwie zawodowym. Do tej pory wszystko w tej kwestii było na opak - twierdzi przewodniczący.
Jak dodaje Ryszard Proksa, duży niepokój oświatowej Solidarności budzi los nauczycieli wygaszanych gimnazjów. Minister Zalewska zapewniała, że reforma nie spowoduje zwolnień, bo niezależnie czy gimnazja znikną, czy nie, dzieci w systemie będzie tyle samo i nauczyciele znajdą pracę w podstawówkach oraz liceach.
Te zapewnienia nie przekonują Wandy Kołtunowicz, prezesa świętokrzyskiego okręgu Związku Nauczycielstwa Polskiego. ZNP szacuje, że reforma spowoduje utratę zatrudnienia przez ponad 30 tysięcy nauczycieli.
– Zmiany, które szczegółowo omawiała pani minister nas nie przekonują. Na pewno stracą na nich dzieci. Stracą też nauczyciele z gimnazjów, bowiem wbrew zapewnieniom minister nie znajdą pracy w szkołach podstawowych i liceach. W tych szkołach pracuje wielu nauczycieli z niepełnymi etatami i to im dyrektorzy w pierwszej kolejności będą dawać dodatkowe godziny pracy – uważa Wanda Kołtunowicz.
Minister zapowiada, że już w listopadzie będzie znana nowa podstawa programowa dla klas pierwszych, czwartych oraz siódmych. MEN chce, by nauczyciele mieli większą niż do tej pory elastyczność w wyborze nauczanej treści.












