Plantatorzy owoców muszą zapewnić zbieraczom dostęp do bieżącej wody oraz toalet. Inaczej grożą im wysokie kary, nawet do 5 tysięcy złotych. To, czy rolnicy wywiązują się z obowiązków sprawdzą kontrole inspektorów sanitarno-epidemiologicznych. Plantatorzy truskawek z Bielin twierdzą, że te wymagania będą trudne do spełnienia. Ich zdaniem, koszty zapewnienia bieżącej wody oraz przenośnych toalet sprawią, że uprawa zupełnie przestanie się opłacać.
Tymczasem jak mówi Jan Bondar, rzecznik Głównego Inspektora Sanitarnego w Polsce, wymogi te obowiązują od kilku lat, a ewentualne kontrole mają zmniejszyć ryzyko, że owoce zostaną skażone groźnymi mikrobami. „Kluczowa jest możliwość umycia rąk. Chodzi o to, żeby osoby zbierające miały to minimum higieniczne spełnione. Zdarzało się w przeszłości, że były przypadki kwestionowania polskich owoców z powodu norowirusów. To jest związane właśnie z higieną rąk. Dla dobra całej branży oraz dla dobra konsumenta, takie minimum higieniczne jest wskazane” – przekonuje Jan Bondar. Jak dodaje rzecznik GIS, inspekcja sanitarno-epidemiologiczna nie wymaga, by owoce zbierać w rękawiczkach.
W czwartek o 8.30 w Radiu Kielce będziemy rozmawiać z przedstawicielem Wojewódzkiej Stacji Sanitarno-Epidemiologicznej w Kielcach o kontrolach i karach, które mogą zostać nałożone na plantatorów jeśli nie zastosują się do wymogów sanepidu.








