Stacjonujący w Masłowie śmigłowiec Lotniczego Pogotowia Ratunkowego nieprędko będzie mógł wylatywać do wypadków w godzinach nocnych. Helikopter jest bardzo nowoczesny, ale piloci nie są odpowiednio przeszkoleni do latania po zmroku.
Obsługa śmigłowca musi mieć „wylataną” odpowiednią liczbę godzin – informuje Justyna Sochacka, rzecznik Lotniczego Pogotowia Ratunkowego. Przypomina, że w kwietniu ubiegłego roku zakończył się proces wymiany przestarzałych maszyn, na nowoczesne helikoptery i od tego czasu każdy z pilotów musi spędzić w powietrzu, w nowym typie śmigłowca przynajmniej 150 godzin.
Rzeczniczka Lotniczego Pogotowia Ratunkowego dodaje, że wylatanie odpowiedniej liczby godzin nie jest zadaniem krótkotrwałym, dlatego nie można powiedzieć, kiedy śmigłowiec dyżurujący w Masłowie będzie mógł brać udział w nocnych akcjach. Zdobycie takiego nalotu może potrwać nawet kilkanaście miesięcy.
Niewystarczające wyszkolenie świętokrzyskich pilotów sprawiło, że do akcji ratunkowej, po katastrofie kolejowej pod Szczekocinami sprzed kilku dni wysłane zostały śmigłowce z Warszawy i Wrocławia, mimo iż miały znacznie większą odległość do pokonania.
Michał Michta








