
Kielecki Telegraf to miejsce szczególne. Zimą odwiedzane jest przez narciarzy, a od wiosny do jesieni jest azylem od miejskiego zgiełku dla spacerowiczów, rodzin z dziećmi i rowerzystów. Jednak od lat to miejsce, podobnie jak wiele innych lasów w regionie zmaga się z problemem nielegalnych rajdów motocyklami crossowymi i quadami. W audycji Interwencja próbowaliśmy odpowiedzieć na pytanie – Gdzie kończy się pasja, a zaczyna łamanie prawa. Czy da się pogodzić hobby miłośników adrenaliny z szacunkiem dla przyrody i dla osób szukających ciszy.
Pretekstem do zajęcia się tą sprawą były skargi mieszkańców okolic Telegrafu. Radny Rady Miasta Kielce, Michał Piasecki powiedział, że ludzie skarżą się, że nie można bezpiecznie spacerować się po lesie, gdy tylko zaczyna się sezon wiosenny. – Ludzie czują się zagrożeni, gdy nagle na ścieżce dla pieszych pojawia się rozpędzony pojazd – powiedział. – Czasami przed oczami mignie im quad lub motor i muszą uskakiwać między drzewa. Okoliczni mieszkańcy apelują o poprawę bezpieczeństwa i ograniczenie tego procederu – dodał radny.
Radny Piasecki wystosował do władz Kielc interpelację, w której apeluje o podjęcie działań w tej sprawie.
– Teren Telegrafu jest podzielony administracyjnie między lasy komunalne i państwowe, co wymaga wspólnego działania miasta oraz Lasów Państwowych – powiedział i zaapelował o częstsze, wspólne patrole policji, Straży Miejskiej i Straży Leśnej.
Z perspektywy leśników problem ma wymiar nie tylko społeczny, ale przede wszystkim ekologiczny. Cezary Bąk z Nadleśnictwa Kielce powiedział, że poruszanie się pojazdami silnikowymi po terenach leśnych jest zabronione. – Niszczona jest ściółka, gleba i drogi leśne. Te pojazdy mają ogromne osiągi, a przez rozjeżdżanie ziemia zostaje pozbawiona wody i traci wilgoć, co w okresach suszy zwiększa ryzyko degradacji lasu. To ogromna strata dla środowiska – wyjaśniał.

Walka z nielegalnymi rajdowcami jest trudna. Bogusław Kmieć, rzecznik Straży Miejskiej w Kielcach powiedział, że te pojazdy często nie posiadają homologacji, ani tablic rejestracyjnych.
– Do tej pory było 148 kontroli, czasem udaje się kogoś namierzyć, czasem nie. Używamy dwóch dronów, które latają nad lasami w miejscach zgłoszeń – tłumaczył. Do tej pory udało nam się zatrzymać jednego użytkownika, ale był to samochód terenowy. – Z motocyklistami jest problem. Są szybcy, nie mają tablic, noszą kaski. Bywały przypadki, że znając strój i rodzaj motocykla zwracaliśmy się do zaprzyjaźnionych klubów motocyklistów, żeby nam pomogli w identyfikacji, ale bardzo rzadko udaje się kogoś ustalić. Nie mamy na wyposażeniu motocykli, by móc za nimi jeździć po lesie, a samochód nie wszędzie wjedzie – tłumaczył Kmieć.
Małgorzata Perkowska-Kiepas, oficer prasowy Komendy Miejskiej Policji w Kielcach poinformowała, że dzięki Krajowej Mapie Zagrożeń Bezpieczeństwa od początku roku odnotowano 39 zgłoszeń dotyczących motocrossów w lasach. – Tworzymy siatkę miejsc poddawanych kontroli. Wykorzystujemy drony i prowadzimy wspólne działania ze Strażą Leśną. Jeśli dochodzi do zatrzymania pojazdów bez homologacji, badań technicznych, bądź kierujący nie posiadają uprawnień, stosowane są odpowiednie środki – zapewniła. – Musimy też pamiętać o bezpieczeństwie. Takie pojazdy stanowią realne zagrożenie nie tylko dla spacerowiczów, ale i dla samych kierujących, którym w razie wypadku trudno udzielić pomocy w słabo dostępnym terenie – zaznaczyła.
Daniel Łuszczak, pasjonat jazdy quadem i przedsiębiorca związany z rynkiem pojazdów terenowych zauważył, że legalnych torów jest w regionie bardzo mało, a liczba pojazdów rośnie w lawinowym tempie. – Rocznie w Polsce przybywa około 20 tysięcy samych quadów i pojazdów typu buggy – powiedział.

Są to tylko pojazdy rejestrowane, a trzeba brać jeszcze pod uwagę pojazdy nierejestrowane i te z drugiej ręki. – My negujemy nielegalne wjazdy do lasu, ale brakuje alternatyw. Zdecydowanie powinniśmy poza skupieniem się na karaniu, znaleźć rozwiązanie. Może wydzielenie dróg technicznych w lasach. Może miasto mogłoby udostępnić jakieś tereny. Każdy ma jakąś pasję i warto podejść do problemu z innej strony, niż tylko przez zakazy – argumentował Łuszczak.
Piotr Such, prezes fundacji Regional Adventure Trails, poinformował, że z przeprowadzonej przez fundację ankiety wynika, iż 95% motocyklistów i samochodów z napędem 4×4 chciałoby jeździć legalnie, ale nie wiedzą, gdzie mogą to robić. – Mamy bałagan prawny. Informacje w Geoportalu bywają nieaktualne, a Lasy Państwowe nie posiadają centralnej bazy dróg udostępnionych do ruchu – zaznaczył.
– Motocykliści, którzy chcieli by jeździć legalnie mają bardzo pod górę, jeśli chodzi o możliwości prawne. My dbamy o kulturę i wizerunek – dodał. – Gdy widzimy kogoś jadącego konno, zatrzymujemy się i gasimy silnik. Jeżeli widzimy osobę idącą pieszo, zawsze pozdrawiamy – zapewniał Piotr Such.
Problem jest złożony i wymaga współpracy wielu stron. Z jednej strony konieczna jest skuteczniejsza kontrola i egzekwowanie przepisów, z drugiej stworzenie legalnej przestrzeni dla miłośników off-roadu i edukacja promująca kulturalne współistnienie.




























