W 31. kolejce PKO BP Ekstraklasy Korona Kielce zremisowała na własnym stadionie z Piastem Gliwice 1:1 (0:0).
Gola dla Korony w 56. minucie strzelił Dawid Błanik. Dla rywali trafił w 53. minucie Juande Rivas.
Piątkowa konfrontacja na stadionie przy ulicy Ściegiennego miała niebagatelne znaczenie. Korona przed tym meczem miała dwa, a Piast trzy punkty przewagi nad strefą spadkową. Dla obu ekip zwycięstwo mogło okazać się milowym krokiem w stronę przedłużenia ligowego bytu na kolejny sezon.
Już po kilkudziesięciu sekundach gospodarze mieli dobrą okazję do objęcia prowadzenia – Dawid Błanik wpadł w pole karne, ale naciskany przez obrońcę zespołu z Gliwic pogubił się w dryblingu. Goście nie zamierzali się tylko bronić. Po jednym z ataków Piasta bramkę efektowną przewrotką chciał zdobyć Juande Rivas, ale nie trafił czysto w piłkę.
Na murawie trwała wymiana ciosów z obu stron. Po rzucie rożnym wykonywanym przez Błanika, główkował Mariusz Stępiński, ale poprzeczka uratowała ekipę z Górnego Śląska od utraty gola. Kilka minut później były reprezentant kraju usiłował ponownie zaskoczyć Dominika Holca, ale jego uderzenie było zbyt słabe, aby sprawić kłopoty bramkarzowi gości.
W 16. min w „szesnastkę” Piasta dośrodkował Marcel Pięczek, ale po główce Stępińskiego Holec popisał się kapitalną interwencją. Kilka minut później z kolei bramkarz Korony Xavier Dziekoński uratował swój zespół, wygrywając pojedynek sam na sam z Quentinem Boisgardem.
W 25. min fatalny błąd popełnił Holec, tracąc piłkę we własnym polu karnym. Martin Remacle nie potrafił jednak skorzystać z prezentu, gdyż zbyt długo zwlekał ze strzałem i został zablokowany. Optyczna przewaga należała do Korony, która największe zagrożenie stwarzała po stałych fragmentach gry. Defensywa gości stanęła jednak na wysokości zadania i obie drużyny schodziły na przerwę przy wyniku bezbramkowym.
Druga połowa mogła się rozpocząć w wymarzony sposób dla ekipy z Gliwic. Na strzał zza pola karnego zdecydował się Jason Lokilo i słupek uratował Koronę od straty bramki. Wyczyn piłkarza z Konga skopiował za chwilę Remacle.
„Piastunki” zaczęły grać znacznie odważniej niż w pierwszej połowie i w 53. min objęły prowadzenie. Po długim wyrzucie z autu Patryka Dziczka, piłkę głową przedłużył jeden z jego kolegów, dopadł do niej Rivas i pewnie pokonał Dziekońskiego.
Piast z prowadzenia cieszył się tylko trzy minuty. Po dośrodkowaniu Wiktora Długosza, Dawid Błanik strzałem głową nie dał żadnych szans Holcowi.
Po stracie bramki zespół z Gliwic ruszył do śmiałych ataków. W 73. min wydawało się, że goście muszą zdobyć kolejnego gola, ale Marcel Pięczek wybił piłkę z linii bramkowej. Za chwilę po mocnym uderzeniu Tomasiewicza piłką przeszła nad poprzeczką. Napór drużyny z Górnego Śląska trwał nadal i Boisgard trafił w poprzeczkę.
W ostatnich minutach rezon odzyskali gospodarze i kilka razy pod bramką Holca było groźnie. Swoje szanse mieli także rywale. Najlepszą zmarnował Filip Borowski. W 90. min wydawało się, że Korona zdobędzie bramkę na wagę trzech punktów, ale słowacki bramkarz Piasta uchronił zespół przed stratą gola broniąc strzał z kilku metrów. Minutę później to Dziekoński popisał się świetną interwencją zatrzymując nogami uderzenie Germana Barkowskiego.
Już w doliczonym czasie gry to Korona miała „piłkę meczową”. W pole karne gości odważnie wszedł wprowadzony w drugiej połowie Antonin Cortes. Hiszpan znalazł się w sytuacji sam na sam z bramkarzem Piasta, ale w tym momencie sędzia Patryk Gryckiewicz odgwizdał jego faul na obrońcy Piasta. Decyzja arbitra spotkała się z ostrym sprzeciwem kieleckich fanów, ale wynik już się nie zmienił.
Korona Kielce na zwycięstwo z Piastem Gliwice czeka od 11 listopada 2018 roku i…jeszcze poczeka. Żółto – Czerwoni nie wygrali piątek meczu z rzędu i jedenastego kolejnego z Piastem. Rozczarowany wynikiem był trener Kielczan Jacek Zieliński, ale na pomeczowej konferencji prasowej skupił się na innych wydarzeniach.
– Znowu punkt, znowu remis, który co będzie wart, ile będzie ważył, okaże się później. Sytuacja zaczyna się jednak gmatwać. Natomiast wbrew temu, co się dzieje, bo ja nie chcę pewnych rzeczy poruszać, które się wydarzyły w meczu, bo to jest skandal i coś, co nie powinno mieć miejsca. No ale najwyraźniej tak to bywa. Jedna rzecz, której nigdy nie powiem o swoim zespole, bo słyszałem głosy, że chłopaki nie walczą. To jest bzdura totalna, bo tyle zdrowia, ile myśmy dzisiaj zostawili, to za to ich trzeba docenić. Oczywiście, piłkarsko różnie wychodzi. Jest lepiej, jest gorzej. Natomiast nie można im zarzucić braku zaangażowania. A od tego się nakręca spirala nienawiści, która później się kończy tak, jak to się skończyło po meczu. Skandal po prostu – powiedział szkoleniowiec.
Wydawało się, że Jacek Zieliński odnosi się do sytuacji, w której piłkarze byli po meczu lżeni przez kilku kibiców Korony. Doświadczony szkoleniowiec powiedział jednak coś jeszcze.
– Nie mówię o tym. Jeden z piłkarzy został uderzony. A zaczyna się właśnie od wyzywania, obrażania, a później niestety eskalacja idzie dalej. Szkoda, że doświadczyliśmy tego dzisiaj. Bo ja rozumiem, jadą z nami, przegrywamy 0:5, kibice mają pretensje, coś się dzieje. Ale po takim meczu? – retorycznie zapytał trener Korony.
Kilkadziesiąt minut później kielecki klub wydał oświadczenie, w którym czytamy m.in. „W nawiązaniu do słów, które padły na konferencji prasowej informuje, że po zakończeniu spotkania nietykalność cielesna żadnego z zawodników naszego klubu nie została naruszona. Stanowczo zaprzeczamy pojawiającym się w mediach doniesieniom o takowym incydencie i prosimy o niepowielanie nieprawdziwych informacji”.
Sytuacja jest o tyle dziwna, że o uderzeniu piłkarza poinformował trener drużyny i nie był to wymysł dziennikarzy. O to wydarzenie był również pytany Dawid Błanik.
– Nie będę się teraz wypowiadał na ten temat. Usiądziemy na spokojnie, porozmawiamy o tej sytuacji. Bardzo dużo emocji. Ja też się nie dziwię kibicom, bo oni oczekują od nas dobrych wyników. Tych wyników nie ma, więc emocje są duże nie tylko u kibiców, ale i u nas. Każdy w tej szatni jest bardzo ambitnym człowiekiem i w każdym meczu chce wygrać, ale po prostu czegoś ostatnio brakuje – stwierdził kapitan Żółto – Czerwonych.
Jacek Zieliński w doliczonym czasie gry został ukarany przez arbitra Patryka Gryckiewicza czerwoną kartką i musiał opuścić ławkę rezerwowych.
– Przykro mi się przyznać, ale nie po raz pierwszy dostałem czerwoną kartkę. Dawniej byłem bardziej wyrywny, szalony. Natomiast dzisiaj nie wytrzymałem, ale ja nie zareagowałem gwałtownie w kierunku decyzji sędziego o faulu. Tylko dlatego, że powinien tę sytuację puścić i ją spokojnie VAR – ować. Jeśli by VAR to ocenił normalnie, to ja to rozumiem. Po co mamy ten VAR w takim razie? Nic mu nie powiedziałem, rzuciłem butelką z wodą o ziemię – zakończył Jacek Zieliński.
Chodziło o akcję Antonina, który minął Rivasa i podał do Nikołowa. Bułgar znalazł się przed pustą bramką, ale arbiter uznał, że hiszpański pomocnik Korony faulował rywala. Zdecydowanie spokojniejszy na konferencji prasowej był trener Piasta Daniel Myśliwiec.
– Jeżeli taki poziom jest meczów walki o trzymanie, gdzie nikt nie stoi za podwójną gardą, jest jakość piłkarska, jest dużo walki, pomimo, że boisko nie było najłatwiejsze do takiej kombinacyjnej, jakościowej gry. To myślę, że trzeba na pewno bardzo docenić jakość widowiska. No i myślę, że roboty wykonywanej przez trenera Jacka Zielińskiego. Bo tutaj zawsze teren jest trudny, a przy tej jakości, przy tym pazurze, który pokazuje drużyna, to jest aż dziwne, że mają tak mało punktów. Ale jak zawsze w piłce, dobra uczciwa praca w dłuższej perspektywie się obroni. Widać, że są w trudnym momencie, ale na pewno punktów powinni mieć zdecydowanie więcej. Mówię o rywalu, ale też trochę o swojej drużynie. A sam mecz? Mówiąc krótko, myślę, że wynik sprawiedliwy – ocenił 40 – letni szkoleniowiec.
– Mieliśmy w ofensywie swoje okazje. Zabrakło spokoju pod bramką przeciwnika, żeby strzelić gola. Ciężko cokolwiek powiedzieć po spotkaniu, gdzie zakładaliśmy, że wyjdziemy i zdobędziemy trzy punkty. Niedosyt jest bardzo duży. Ciężki moment, ogólnie nie ma co ukrywać. Nie potrafimy zdobyć trzech punktów, ale w takich momentach poznaje się drużynę i mam nadzieję, że my tą drużyną będziemy – stwierdził Dawid Błanik.
– Tak to jest ciężki moment dla nas, dla kibiców, dla wszystkich. W takich momentach można zobaczyć kto jest prawdziwym wojownikiem i my musimy trzymać się razem i dalej walczyć każdego dnia. W czasie meczu czuliśmy wsparcie kibiców i to co się wydarzyło później to nieporozumienie. Wiemy, że kibice są z nami i wierzymy, że będą przez ostatnie trzy kolejki – powiedział Tamar Svetlin.
Za tydzień, w piątek 8 maja, Korona zmierzy się w Częstochowie z Rakowem.
Korona Kielce – Piast Gliwice 1:1 (0:0)
Bramki: 0:1 Juande Rivas (53), 1:1 Dawid Błanik (56-głową).
Żółta kartka – Korona Kielce: Simon Gustafson.
Sędzia: Patryk Gryckiewicz (Toruń). Widzów: 11 870.
Korona Kielce: Xavier Dziekoński – Bartłomiej Smolarczyk, Pau Resta, Marcel Pięczek – Wiktor Długosz, Tamar Svetlin (68. Stjepan Davidović), Martin Remacle (78. Nono), Konrad Matuszewski (84. Kostas Sotiriou) – Simon Gustafson, Mariusz Stępiński (68. Władimir Nikołow), Dawid Błanik (78. Antonin Cortes).
Piast Gliwice: Dominik Holec – Filip Borowski, Igor Drapiński, Juande Rivas, Jakub Lewicki – Jason Lokilo (79. Andreas Katsantonis), Patryk Dziczek, Quentin Boisgard (79. Oskar Leśniak), Grzegorz Tomasiewicz (90+1. Szczepan Mucha), Leandro Sanca (57. Gierman Barkowskij) – Jorge Felix (57. Hugo Vallejo).





























