Mój dziadek Edward nie uważa się za bohatera. Kiedy proszę go o wspomnienia z dawnych lat, najczęściej tylko wzrusza lekko ramionami i mówi:
„Każdy wtedy tak żył”.
Ale właśnie tacy ludzie jak on zmienili Polskę.
Mój dziadek urodził się w 1950 roku. Całe życie pracował jako operator koparki. Mieszkał
w Sędziszowie i często dojeżdżał wiele kilometrów do pracy, a zdarzało się również, że wyjeżdżał na delegacje i przez kilka dni nie było go w domu. Codziennie przed świtem wychodził w ciężkich butach i roboczej kurtce pachnącej ziemią, olejem i pyłem. Wracał późnym popołudniem zmęczony, z dłoniami szorstkimi od pracy. Nie mówił dużo
o swoich problemach, bo w tamtych czasach większość ludzi nauczyła się milczeć.
Kiedy dziś patrzę na jego mądrą twarz, trudno mi wyobrazić sobie, ile przeżył. Dla mnie wolność jest czymś naturalnym. Mogę mówić, co myślę. Mogę się uczyć, podróżować, korzystać z internetu i planować swoją przyszłość. Dziadek dorastał w Polsce, w której człowiek często bał się nawet własnych słów.
Najbardziej poruszają mnie jednak nie wielkie wydarzenia historyczne, ale zwykłe rodzinne wspomnienia.
Moja mama Monika urodziła się w 1977 roku. Była małą dziewczynką, kiedy w domu brakowało pieniędzy niemal na wszystko. Dziadek opowiadał mi, że czasami przez cały tydzień jedli głównie pieczone ziemniaki. Babcia wkładała je do pieca kaflowego wieczorem, a ich zapach rozchodził się po małym mieszkaniu. Mama mówiła, że jako dziecko cieszyła się
z takich kolacji. Nie wiedziała jeszcze, że pieczone ziemniaki nie były rodzinnym przysmakiem, ale ratunkiem.
Kiedy dziadek wyjeżdżał w delegację, babcia zostawała sama z dziećmi. Czasami wracał dopiero po kilku dniach, zmęczony i cichy. Mama wspominała, że zawsze wyglądała przez okno, czekając, aż pojawi się na podwórku. Przywoził wtedy drobiazgi – czasem kilka cukierków, czasem pomarańcze, które w tamtych czasach były prawdziwym skarbem. Dla dzieci był to wielki powód do radości.
Dziadek pamięta kolejki pod sklepami w Sędziszowie. Ogromne, długie na kilkadziesiąt metrów. Ludzie stali godzinami bez pewności, czy uda im się coś kupić. Czasami ktoś krzyknął:
„Rzucili mięso!”
i nagle wszyscy przyspieszali kroku, jakby od tego zależało całe ich życie.
Bo często właśnie zależało.
Dziadek wspominał, że kiedy mama była mała, najbardziej bał się jednego – że nie będzie miał co położyć dzieciom na stole. Mówił mi, że człowiek może wytrzymać zmęczenie, ciężką pracę i zimno, ale najtrudniej patrzy się na własne dzieci, kiedy nie można dać im wszystkiego, czego potrzebują.
Pamięta zimowe poranki, kiedy wychodził do pracy jeszcze przed wschodem słońca. Śnieg skrzypiał pod butami, a mróz szczypał w twarz tak mocno, że aż brakowało oddechu. Wsiadał do autobusu pełnego zmęczonych ludzi jadących do pracy, a później przez wiele godzin siedział w koparce, pracując niezależnie od pogody. A mimo to pieniędzy ciągle brakowało.
Ale w tamtych czasach ludziom brakowało nie tylko pieniędzy.
Brakowało wolności.
Dziadek mówił, że w pracy lepiej było uważać na słowa. Ludzie nie ufali obcym. O polityce rozmawiało się po cichu, najczęściej wieczorem, przy zasłoniętych oknach. Każdy wiedział, że ktoś może donieść. Strach był częścią codzienności.
A jednak wśród ludzi była też niezwykła solidarność.
Sąsiedzi pomagali sobie nawzajem. Jeśli ktoś zdobył trochę cukru, dzielił się z innymi. Jeśli udało się kupić więcej chleba, część trafiała do sąsiada. Ludzie mieli niewiele, ale potrafili być razem.
Potem przyszła „Solidarność”. Dziadek pamięta, jak po pracy słuchał radia i próbował dowiedzieć się czegoś więcej o strajkach. Coraz częściej ludzie zaczynali wierzyć, że Polska może się zmienić. Że może nadejść dzień, kiedy zwykły człowiek będzie miał znaczenie.
I ten dzień nadszedł.
4 czerwca 1989 roku dziadek obudził się wcześniej niż zwykle. Mówił, że tamtego ranka długo nie mógł usiedzieć w miejscu. Ogolił się starannie, założył czystą koszulę i razem z babcią poszedł do lokalu wyborczego.
„Nigdy wcześniej nie było takiej atmosfery” – powiedział mi.
Ludzie szli spokojnie, ale w ich oczach było coś niezwykłego. Nadzieja. Strach. Wzruszenie. Jakby wszyscy przeczuwali, że dzieje się coś wielkiego.
Kiedy dziadek wrzucał kartę wyborczą do urny, poczuł, że po raz pierwszy od wielu lat nie jest tylko cichym robotnikiem z małego miasta. Poczuł, że jego głos naprawdę ma znaczenie.
I miał.
Wieczorem dziadek długo siedział przy radiu. Mama już spała, a on razem z babcią słuchał pierwszych informacji o wynikach wyborów. Powiedział mi, że pierwszy raz od wielu lat widział wtedy ludzi naprawdę szczęśliwych. Nie dlatego, że nagle stali się bogaci. Nie dlatego, że wszystkie problemy zniknęły.
Ludzie byli szczęśliwi, bo odzyskali nadzieję.
Dziadek wspominał, że tamtej nocy długo nie mógł zasnąć. Patrzył na śpiącą córkę i myślał tylko o jednym – żeby ona kiedyś żyła w Polsce, w której nie trzeba się bać.
Wyniki wyborów z 4 czerwca 1989 roku stały się początkiem końca komunizmu w Polsce. Dzięki odwadze zwykłych ludzi rozpoczęła się budowa wolnego państwa – kraju opartego na demokracji, wolności słowa i szacunku dla obywateli.
Dzisiaj moje pokolenie często nie zastanawia się nad tym, czym naprawdę jest wolność. Przyzwyczailiśmy się do niej. Narzekamy na szkołę, polityków albo codzienne problemy, zapominając, że jeszcze nie tak dawno ludzie marzyli o rzeczach, które dla nas są zwyczajne.
Dlatego wspomnienia mojego dziadka są dla mnie tak ważne.
Bo historia nie składa się wyłącznie z dat i nazwisk zapisanych w podręcznikach. Historia żyje w pamięci zwykłych ludzi. W dłoniach spracowanego operatora koparki. W zapachu pieczonych ziemniaków jedzonych przez kolejny tydzień. W ciszy mieszkań, gdzie ludzie bali się mówić głośno. I w łzach wzruszenia podczas pierwszych naprawdę ważnych wyborów.
Dziś wiem, że kiedy mój dziadek wrzucał kartę wyborczą do urny, głosował także za przyszłością swojej córki i swojego wnuka.
Dziś rozumiem, że wolność nie została nam podarowana. Została wywalczona spokojem, odwagą i nadzieją takich ludzi jak mój dziadek.
I właśnie dlatego wolność trzeba nie tylko kochać.
Wolność trzeba rozumieć.
Adam Jan Wójcik
Uczeń klasy IV Technikum im. płk. Józefa Hartmana w Zespole Szkół w Sędziszowie. Kształci się w zawodzie technik logistyk. Interesuje się historią, geografią oraz językiem angielskim. W wolnych chwilach pisze wiersze i rozwija swoje zainteresowania literackie. Jest laureatem ogólnopolskich konkursów poetyckich, a ostatnio zdobył tytuł laureata międzynarodowego konkursu historycznego, uzyskując indeks na osiem prestiżowych kierunków studiów.

