Data 4 czerwca 1989 roku to dzień, który zmienił historię Polski. Dla wielu osób był to czas pełen stresu, nadziei i niepewności. Dziś nie wszyscy Polacy pamiętają o tej dacie, niewielu wie, jakie wydarzenie miało wtedy miejsce. Postanowiłam przeprowadzić rozmowę z osobą, która pamięta wybory z 1989 roku, jest nim mój dziadek Stefan Wąsik. Chcę się dowiedzieć, jak wyglądało życie w tamtych czasach. Pragnę także przypomnieć rówieśnikom o znaczeniu wydarzeń z 4 czerwca 1989 roku.
Jak wyglądało życie przed wyborami w 1989 roku?
– Bywało ciężko. W sklepach zobaczyć można było tylko znudzoną twarz sprzedawczyni. Ludzie musieli korzystać z kartek na żywność, wprowadzono je, by wszyscy mieli dostęp do podstawowych produktów. Działania te były jednak nieskuteczne. Nadal mieliśmy problem z nabyciem m. in. mięsa cukru i benzyny. Mnie te czasy kojarzą się z kolejkami przed sklepami i pustymi półkami. Z benzyną bywały zabawne sytuacje. Wybrańcy losu, czyli ci, którzy kupili malucha na talon i pracowali w mieście przyjeżdżali do pracy, stawiali samochód w kolejce do CPN-u, potem osiem godzin wykonywali swoje zadania i po odczekaniu jeszcze paru godzin tankowali bak. Ludzie żyli skromnie, w wielu rodzinach panowała bieda. Jednak pomimo trudności, okazywaliśmy sobie szacunek i wzajemną pomoc. Ja pracowałem w PGR-ze przy codziennych czynnościach gospodarskich, dbałem o zwierzęta oraz uprawiałem ziemię. Na wsi w zniszczonym kiosku na półkach były szczoteczki do zębów, dwa rodzaje papierosów, tylko w „Gromadzie” i „Rolniku Polskim” prezentowano lepszą, optymistyczną wizję komunistycznej ojczyzny.
Czym różniła się szkoła w PRL-u od dzisiejszej?
– Nauczyciele byli bardzo wymagający, trzeba było ich słuchać bez dyskusji. W klasach nie było tyle pomocy naukowych jak jest teraz. Uczniowie byli zdyscyplinowani i darzyli nauczyciela szacunkiem. Spóźnienie lub brak zadania domowego wiązały się z poważnymi konsekwencjami- trzeba było zostać po lekcjach, wykonywać dodatkowe zadania, a jak informacja o tych zaniedbaniach dotarła do rodziców, to w domu czekały kolejne obowiązki, bardziej uciążliwe od tych w szkole. PKS kursował rzadko, więc do szkoły chodziłem pieszo kilka kilometrów. Nikt nie dowoził uczniów do placówki, nie było szkolnych autobusów.
Czy można było mówić otwarcie o swoich poglądach?
– To było trudne. O poglądach politycznych rozmawiało się raczej w domu, wśród bliskich osób. Ludzie często uważali na to, co mówią, bali się donosów, czasami błaha kłótnia mogła sprowokować złośliwe, zawistne działania innych. Bezpieczniej było nie politykować. Oczywiście narzekało się na Związek Radziecki, bo polityka naszego państwa była od niego uzależniona. W remizach czy salach ludowych rozmawialiśmy raczej o codziennych problemach, wielkiej polityki na wsi nie było. O działaniach opozycji dowiedzieliśmy się później. Wiedzieliśmy jednak kim był Lech Wałęsa.
Jakie emocje panowały przed wyborami?
-Szczerze mówiąc, ludziom towarzyszyło wiele emocji i odczuć. Z jednej strony nadzieja, z drugiej strach, człowiek nie wiedział co będzie dalej. Na ulicach i w sklepach wszyscy przekomarzali się – dyskutowali o możliwych zmianach. Pamiętam plakat wyborczy z tamtych czasów – szeryf ze znanego westernu miał nad swoją gwiazdą plakietkę z napisem „Solidarność” i szedł z kartą na wybory.
To Gary Cooper, aktor grający sprawiedliwego szeryfa w filmie „W samo południe.” Podobno ten plakat w dniu wyborów można było zobaczyć tylko w Warszawie i okolicach.
– Być może, dla mnie jednak jest on symbolem tych przemian. Do tej pory wybierało się posłów pozornie, tylko z grona komunistów. Najczęściej lokalni członkowie PZPR i ZSL namawiali, by wrzucić kartkę z kandydatami bez zaznaczania nazwisk i wtedy zwyciężali pierwsi z listy. Tym razem po raz pierwszy do wyborów dopuszczona była opozycja. Osobą bardzo popularną wówczas był Lech Wałęsa. Wszyscy kandydaci „Solidarności” mieli zdjęcie z przywódcą tego ruchu. Obecność obok niego była najlepszą reklamą. Ludzie uwierzyli, że ich wybory coś zmienią. Społeczeństwo miało nadzieję, że po wyborach Polska stanie się lepszym miejscem do życia.
Czy nie sądzisz, że wybory z rekomendacji „okrągłego stołu” były swego rodzaju plebiscytem?
– Nigdy w ten sposób nie myślałem, ale teraz uważam, że można te wybory tak nazwać. PZPR i ZSL oznaczały dla nas przeszłość, której już nie chcieliśmy. „Solidarność” natomiast kojarzyła się przyszłością. Polacy wybrali przyszłość, choć bardzo niepewną.
Opozycja wprowadziła do parlamentu 161 posłów i 99 senatorów. Marszałkiem senatu został profesor Andrzej Stelmachowski, prezydentem był Wojciech Jaruzelski, pierwszym premierem tej politycznej układanki został Tadeusz Mazowiecki. Czy wierzyłeś, że ten rząd może coś zmienić?
– Miałem taką nadzieję. Ludzie w tamtych czasach ostrożnie podchodzili do takich zmian. Późniejszy rozpad ZSRR pozwolił na zmiany w państwach socjalistycznych. Wierzyłem, że po upadku komuny Polska stanie się krajem wolnym.
Jak ludzie reagowali na wyniki wyborów?
– To był szok. Nikt nie spodziewał się takich wyników. Pamiętam, jak sąsiad krzyczał przez okno z uśmiechem na twarzy o wygranej „Solidarności” w senacie, bo w sejmie większość posłów mieli jeszcze komuniści. Czuliśmy, że jako naród zrobiliśmy coś wielkiego.
Czy życie stało się łatwiejsze po wyborach?
– Prawdę mówiąc, na początku nadal było trudno, ludzie powoli przyzwyczajali się do zmian. W gospodarce wolnorynkowej upadły PGR-y, dla wielu osób oznaczało to koniec znanego im świata. Nie wszyscy radzili sobie z tą nową rzeczywistością. Najgorzej wspominamy do dzisiaj Leszka Balcerowicza, który kojarzy nam się z niesprawiedliwą transformacją gospodarczą. Cena wolności Polski była duża, ale na ulicach, pod gołym niebem pojawiły się pierwsze stoiska handlowe, targi z Rosjanami, „wycieczki” do Turcji, wypożyczalnie kaset wideo- na naszych oczach tworzył się nowy świat- na pewno bardziej kolorowy, choć jeszcze nie taki, o jakim marzyliśmy. Z czasem sytuacja zaczęła się poprawiać. Wstąpienie Polski do Unini Europejskiej przyspieszyło rozwój naszej ojczyzny. Polacy nie muszą już wyjeżdżać do pracy sezonowej w innych krajach europejskich.
Co najbardziej różni dzisiejszą Polskę od tej sprzed 1989 roku?
– Myślę, że wolność i przepełnione półki sklepowe. W czasie PRL-u taką różnorodność towarów można było oglądać jedynie w Pewexach- sklepach, w których płaciło się dolarami lub specjalnymi bonami. W zwykłych sklepach, jak mówiłem wcześniej, półki świeciły pustkami. Dziś kupujemy co chcemy, ty możesz podróżować bez paszportu, możesz manifestować, protestować i razem z innymi wybierać władzę. Żyjemy o wiele wygodniej.
Co chciałbyś przekazać młodszemu pokoleniu?
– Chciałbym powiedzieć młodym ludziom, żeby docenili i szanowali to, co mają. Kiedyś życie było trudniejsze, bez takich możliwości, jakie mamy dziś. Każda rodzina ma samochód albo dwa, nie jest on teraz oznaką luksusu tylko niezbędnym elementem życia. Korzystamy z telefonów komórkowych, możemy rozmawiać z ludźmi na całym świecie. Twoi rówieśnicy uczą się w pięknych szkołach, w Ożarowie możecie korzystać z pływalni. Żyjemy w pięknym kraju, wszystkie te pozytywne zmiany były możliwe dzięki wyborom 4 czerwca 1989 roku. Gdyby ich nie było, być może dalej tkwilibyśmy w komunie i zacofaniu. Warto o tym pamiętać, warto wspominać o tej historii, ponieważ pomaga nam ona zrozumieć przeszłość i zmiany, jakie zaszły.
Jak jednym zdaniem opisałbyś tamten czas?
– Tamten czas był ciężki i pełen niepewności, ale ludzie mieli nadzieję, że coś się w końcu zmieni.
Dziękuję Ci za tę rozmowę.
Dla mojego pokolenia wolność jest codziennością. Dla pokolenia mojego dziadka, Stefana Wąsika, była jednym z marzeń. Wybory z 4 czerwca 1989 roku są bardzo ważną datą w historii Polski i powinniśmy o nich pamiętać.
Małgorzata Łapińska
Uczennica klasy 3 LO w Zespole Szkół w Ożarowie im. Marii Skłodowskiej-Curie. Interesuje się historią, lubi przeprowadzać rozmowy oraz poznawać wspomnienia osób, które przeżyły ważne wydarzenia w Polsce.

