Reprezentujący CDU premier Saksonii-Anhaltu Sven Schulze stwierdził w poniedziałek, że po zdecydowanej wygranej prawicowo-populistycznej Alternatywy dla Niemiec (AfD) w wyborach chadecy nie mają już mandatu do rządzenia tym landem na wschodzie Niemiec.
– My, CDU, nie mamy już mandatu do rządzenia. Jesteśmy w opozycji. Mandat do rządzenia ma AfD (…) – powiedział Schulze na wspólnej konferencji prasowej z kanclerzem Niemiec i szefem CDU Friedrichem Merzem.
AfD zwyciężyła w niedzielnych wyborach do parlamentu Saksonii-Anhaltu, uzyskując w nich 43,8 proc. głosów. CDU jest w rządzie tego landu nieprzerwanie od 2002 roku.
Merz powiedział, że wynik głosowania to szok dla jego partii i dla niego samego. – Od wczoraj coś zmieniło się nie tylko w Saksonii-Anhalcie, ale też w całych Niemczech – ocenił, a wynik CDU określił jako „najdotkliwszą porażkę od dziesięcioleci”.
Wcześniej w poniedziałek dziennik „Bild” napisał, że Merz był wstrząśnięty zdecydowanym zwycięstwem AfD. – Mamy silną konstytucję, mamy wszystkie instrumenty, by bronić konstytucji przed radykalnie prawicowym rządem landu, ale mamy do czynienia z tektonicznym wstrząsem dla naszego systemu partyjnego – powiedział cytowany przez tabloid kanclerz.
Współprzewodnicząca AfD Alice Weidel powiedziała w poniedziałek, że w kolejnych niemieckich wyborach na poziomie ogólnokrajowym jej partia zamierza zdobyć 40 proc. głosów.
Niemiecka prasa uznała zwycięstwo wyborcze AfD za historyczne wydarzenie. Zdaniem komentatorów jest to ostatnie ostrzeżenie dla Merza i demokratycznego centrum. Czy Merz jest właściwym człowiekiem na stanowisku kanclerza? – zapytał tygodnik „Der Spiegel”.
Dziennik „Die Welt” ocenił, że „czas lewicy minął”, a tygodnik „Die Zeit” – że Niemcy „znalazły się w punkcie zwrotnym”. Zdaniem „Sueddeutsche Zeitung” wynik wyborów w Saksonii-Anhalt pokazuje, że Republika Federalna Niemiec, założona w 1949 r. w opozycji do nazistowskiej III Rzeszy, przestała być odporna na prawicowy ekstremizm.
Największe włoskie gazety nazwały wynik AfD w Saksonii-Anhalcie „lawiną skrajnej prawicy” i oceniły, że „wywołuje dreszcze” w Unii Europejskiej. Europa „wkracza w rok strachu” przed wyborami w kilku krajach – podkreśliła prasa.
„La Repubblica” zamieściła na pierwszej stronie nagłówek „Mrok nad Berlinem”. „La Stampa” odnotowała, że Bruksela obawia się o polityczną przyszłość Merza i o to, czy niedzielne wybory nie wywołają efektu domina.
W podobnym tonie wypowiedziały się media w Hiszpanii, oceniając niedzielne zwycięstwo AfD jako wstrząs polityczny dla Niemiec i Europy, który wpisuje się w obserwowany od lat wzrost znaczenia tego rodzaju partii na kontynencie.
Francuski „Le Monde” podkreślił, że wyborczy rezultat AfD to historyczny wynik tej partii, upokorzenie dla chadeckiej CDU, partii kanclerza Niemiec Friedricha Merza, jak również kara dla niego samego.
Belgijski „Le Soir” zwrócił uwagę, że AfD wykorzystała niezadowolenie społeczne, tęsknotę wyborców za przeszłością oraz nieufność wobec tradycyjnych ugrupowań. Ocenił też, że doświadczenia Saksonii-Anhaltu mogą być istotne także dla innych państw europejskich, w których w najbliższych miesiącach odbędą się wybory.
Według austriackiego „Der Standard” niemiecka skrajna prawica jeszcze nigdy nie była tak blisko objęcia rządu, natomiast wynik niedzielnych wyborów oznacza „całkowity upadek CDU”, co – zauważyła gazeta – z pewnością podoba się przywódcy Rosji Władimirowi Putinowi.
Premier Hiszpanii Pedro Sanchez ostrzegł przed postępem „ultraprawicowego zagrożenia” w Europie, które jego zdaniem „rośnie w siłę w dużej mierze dzięki kapitulacji tradycyjnej prawicy i zdobywa coraz większy teren w Europie i na świecie”.
Niemiecki politolog prof. Klaus Stuewe ocenił dla PAP, że zwycięstwo AfD jest politycznym trzęsieniem ziemi, którego skutków na razie nie da się przewidzieć. W opinii eksperta z Katolickiego Uniwersytetu Eichstaett-Ingolstadt po wyborach „szok jest duży, zwłaszcza w CDU”, a o wyniku wyborów zdecydowały zarówno niezadowolenie wyborców z polityki rządu, jak i katastrofalne notowania Merza.
Dla szefa MSZ Radosława Sikorskiego wynik uzyskany przez AfD to „rzeczywiście bardzo niepokojący sygnał”. – Od lat ostrzegam naszych nacjonalistów, żeby uważali, czego sobie życzą, bo jak gdzie indziej wygrają nacjonaliści, to może być krucho – powiedział Sikorski w radiu VOX FM.
Szef gabinetu prezydenta Paweł Szefernaker ocenił, że prorosyjska agenda AfD jest z punktu widzenia Polski niebezpieczna i nie do zaakceptowania. – Interes AfD jest diametralnie różny od polskiego i w związku z tym sukces tej partii to dla nas problem – powiedział.
Według marszałka Sejmu Włodzimierza Czarzastego to „źle, że AfD dostała taki wynik, ale może dobrze, że stało się to w tej chwili, bo mamy jeszcze rok (do wyborów parlamentarnych w Polsce – PAP) na refleksję w tej sprawie, my, Polki i Polacy”. Jego zdaniem Polska „już idzie” w stronę radykalizmu, a rolą „rozsądnych ludzi, polityków (…) jest mówienie o tym, pokazywanie tego zjawiska”.
Analityk Instytutu Zachodniego w Poznaniu, dr Piotr Andrzejewski powiedział, że Polska musi poważnie potraktować wyborcze zwycięstwo AfD, ale nie powinna panikować. – Z polskiego punktu widzenia największym problemem nie jest nawet bilateralna polityka AfD wobec Warszawy, lecz jej stosunek do Rosji i europejskiej architektury bezpieczeństwa – ocenił. „AfD opowiada się za zniesieniem sankcji wobec Rosji, normalizacją stosunków z Moskwą i ograniczeniem wsparcia dla Ukrainy”, co – jak podkreślił – „pozostaje zasadniczo sprzeczne z polską oceną interesów bezpieczeństwa w Europie Środkowej.
Pod adresem AfD popłynęły też gratulacje. „Dobra robota” – napisał po niemiecku na platformie X amerykański multimiliarder Elon Musk do współprzewodniczącej partii Alice Weidel. Z kolei były premier Węgier Viktor Orban napisał na X, że sukces AfD to „dopiero początek”. Prezydent USA Donald Trump w niedzielę opublikował na swoim portalu Truth Social grafikę przedstawiającą wyniki badania exit poll.
AfD jest też liderem ogólnokrajowych sondaży w Niemczech. We wrześniowym badaniu opinii przeprowadzonym przez instytut Insa partia uzyskała 28 proc. poparcia, dystansując drugi blok CDU/CSU o osiem punktów procentowych.








