Nie ma rozsądnych kryteriów oceny, że dany dzik jest niebezpieczny dla ludzi; brak limitu na odstrzał w uchwale Sejmiku Mazowsza rodzi ryzyko, że dziki będą zabijane bez ograniczeń – ocenił dr hab. Jakub Gryz. Urząd m.st. Warszawy podkreśla, że wniosek do sejmiku został złożony w związku ze stale rosnącą liczbą incydentów z udziałem dzików.
Są to dziki, które: trwale utraciły naturalny lęk przed człowiekiem (synantropizacja); bytują lub regularnie nachodzą na tereny zurbanizowane, obszary o zwartej zabudowie mieszkaniowej, użyteczności publicznej oraz rekreacyjnej; przebywają w pasach drogowych dróg publicznych.
Jak poinformowała PAP rzeczniczka prasowa Urzędu m.st. Warszawy Monika Beuth, uchwała nie wprowadza automatycznego odstrzału ani z góry określonego limitu zwierząt. „Każda sytuacja będzie oceniana indywidualnie, a działania będą musiały zostać uzasadnione i udokumentowane. Jest to możliwość, z której korzysta się jedynie w ostateczności, w sytuacji zagrożenia, gdy wyczerpane lub niedostępne są inne metody, np. płoszenie” – zapewniła.
Jednak w ocenie przeciwników uchwały, w tym naukowców, przyrodników, prawników i aktywistów działających w obronie zwierząt, fakt, że nie określono górnego limitu liczby dzików, które mogą zostać zabite, rodzi poważne zagrożenie, że będą one zabijane bez żadnych ograniczeń.
Dr hab. Jakub Gryz, prof. Instytutu Badawczego Leśnictwa, członek powołanego przez prezydenta Rafała Trzaskowskiego w czerwcu br. zespołu ds. dzikich zwierząt m.st. Warszawy, przypomniał, że dotychczas dyrektor lasów miejskich wnioskował do prezydenta Warszawy o wydanie decyzji na zabicie określonej liczby dzików.
Z danych Urzędu m.st. Warszawy wynika, że do końca sierpnia 2026 r. zabito 413 dzików (406 – odłów z uśmierceniem, 7 – odstrzał), czyli „na ten czas nie wykonano jeszcze limitu wskazanego w decyzjach wydanych przez prezydenta m.st. Warszawy”.
Dr Gryz ocenił, że liczba dzików zabitych w ciągu ośmiu miesięcy jest duża, biorąc pod uwagę fakt, że Warszawa ma nieco ponad 500 km2. – Trzeba do tej liczby dodać osobniki zabite przez samochody, odstrzelone w obwodach łowieckich i uśmiercone przez szereg innych czynników. Obawiam się, że sumaryczna śmiertelność dzików na terenie stolicy w 2026 r. może przekroczyć 1000 osobników – ocenił ekspert.
Dodał, że jako członek zespołu nie wiedział o projekcie tej uchwały, ani o procedowaniu jej przez Sejmik. „Wniosek do Sejmiku Województwa Mazowieckiego złożyliśmy w styczniu 2026 r., na długo przed powołaniem zespołu ds. dzikich zwierząt, w związku ze stale rosnącą liczbą incydentów z udziałem dzików i po zgłoszeniach od mieszkańców o atakach tych zwierząt na ludzi” – wyjaśniła Beuth.
Jak dodała, z danych, którymi dysponuje urząd, „jasno wynika, że w ostatnich latach znacząco zwiększa się liczba zgłoszeń mieszkańców nieakceptujących obecności dzików”. Wskazała, że od początku 2026 r. do końca sierpnia odnotowano 18 082 zgłoszenia dotyczące obecności tych zwierząt, 302 kolizje drogowe z ich udziałem oraz 186 zgłoszeń ataków na ludzi.
– Do tych danych trzeba podchodzić z bardzo dużą rezerwą. Generalnie prawdą jest to, że liczba spotkań z dzikami rośnie, ale nic się z tym specjalnego nie wiąże. A poza tym, nikt tych zgłoszeń nie weryfikuje. Nie ma też określonych kryteriów, w jakich okolicznościach informować o obecności dzika. Są grupy ludzi, których obecność dzików denerwuje i takie zgłoszenia można generować w nieskończoność – tłumaczył dr Gryz. Zwrócił uwagę, że istnieje też większa świadomość możliwości dokonywania takich zgłoszeń.
W ocenie dr. Gryza kolejna istotną kwestią jest chaotyczna urbanizacja. – Skoro budujemy osiedla w środku lasu, pośród pól i trzcinowisk, to trudno się dziwić, że mieszkańcy częściej spotykają dziki. Większa liczba zgłoszeń jest więc wypadkową wielu czynników – powiedział.
Wskazał, że jeszcze mniej wiarygodne są dane dotyczące liczby ataków dzika na człowieka. – Nie ma jasno określonych kryteriów, aby ocenić takie zdarzenia. Co to znaczy, że zaatakował kogoś dzik? Każdy może powiedzieć, że poczuł się zaniepokojony, bo dzik szedł w jego stronę. I zgłosi to przez telefon jako atak – wymieniał. W jego ocenie kryteria ataku czy zagrożenia dla człowieka muszą być jasno zdefiniowane.
Dr Gryz zastrzegł, że dzik może być niebezpieczny i czasami dochodzi do bardzo groźnych zdarzeń z jego udziałem, jak np. zdarzenie z dzieckiem w Legnicy czy szarżowanie dzika na człowieka w Krakowie. – Takie sytuacje są jednak niebywale rzadkie. Dzik to nie jest krokodyl ani tygrys mogący polować na człowieka. Jeszcze nigdy nie spotkałem się z agresją ze strony dzika na ulicy czy w lesie, a miałem z nimi naprawdę wiele niesamowitych spotkań – podkreślił.
W jego ocenie przepisy zawarte w uchwale „nie są jasne i mogą być nadinterpretowane”. – Gdyby było jasno napisane, że zabijamy dzika, który atakuje człowieka intencjonalnie, sprawa byłaby jednoznaczna, ale jeśli nie jest to dokładnie określone, to można interpretować zapisy uchwały na różne sposoby – podkreślił.
Przypomniał, że zgodnie z szacunkami w Polsce rocznie ponad 30 tys. osób zostaje pogryzionych przez psy. – To oznacza, że dziennie 80-100 osób zostaje pogryzionych na tyle dotkliwie, że system do odnotowuje. Ale nikt o tym w mediach nie pisze codziennie; chyba że człowiek zostanie zagryziony przez psa – wskazał dr Gryz. Nikt jednak nie twierdzi, że psy stanowią nadzwyczajne zagrożenie dla życia i zdrowia ludzi, natomiast w przypadku dzików każde zdarzenie budzi wielkie zainteresowanie mediów. – Czasem są to wręcz fake newsy – zaznaczył.
Za przykład podał zdarzenie z Krakowa. – Pisano, że dzik zaatakował dziecko, a potem okazało się, że to dziki zostały zaatakowane przez psa bez smyczy. Wystraszyły się i biegły na oślep, jeden z nich potrącił wózek z dzieckiem. Dziecko trafiło na kontrolę do szpitala, ale nic poważnego mu się nie stało – opowiadał. Jego zdaniem każdy taki przypadek trzeba rozpatrywać indywidualnie.
W odpowiedzi na pytanie PAP, kto będzie decydował o tym, że dzik zachowuje się niebezpiecznie i na podstawie jakich kryteriów będzie to oceniane, Beuth wyjaśniła, że szczegółowy sposób wykonania uchwały zostanie opracowany w najbliższym czasie. „Zawsze jednak stanowczo podkreślamy, że każda sytuacja oceniana jest indywidualnie i podejmowane są adekwatne działania”. Rzeczniczka dodała, że zawsze w pierwszej kolejności analizowana jest możliwość zastosowania innych metod – czyli płoszenia.
„Odstrzał był, jest i będzie metodą ostateczną, która nie jest stosowana pochopnie, także z uwagi na szereg zagrożeń w mieście” – zaznaczyła.
Dr Gryz wskazał, że bardzo istotnym narzędziem, które ograniczyłoby liczbę dzików w mieście, jest odpowiednie zabezpieczanie koszy i miejsc składowania odpadów.
Na pytanie PAP odnośnie podejmowanych przez władze stolicy alternatywnych działań, które mogłyby ograniczyć liczbę dzików w mieście, rzeczniczka Urzędu m.st. Warszawy napisała, że władze stolicy uzyskały zgodę marszałka województwa mazowieckiego na odstępstwo od zakazu płoszenia dzików. „Łowczy Lasów Miejskich – Warszawa w pierwszej kolejności oceniają możliwość bezpiecznego przepłoszenia dzików z terenów, z których mieszkańcy żądają usunięcia tych zwierząt. Jest taka możliwość, jeżeli w sąsiedztwie występują tereny zieleni” – wyjaśniła Beuth.
Przypomniała, że od 2017 r. w związku z przepisami sanitarnymi dotyczącymi afrykańskiego pomoru świń (ASF), nie jest już możliwe przemieszczanie dzików na tereny leśne poza granice administracyjne m.st. Warszawy. „Jesteśmy zdania, że należy to zmienić. Prezydent m.st. Warszawy zwrócił się do Ministerstwa Rolnictwa i Rozwoju Wsi o zniesienie ograniczeń dotyczących możliwości stosowania alternatywnych metod” – poinformowała Beuth. W odpowiedzi z 17 czerwca 2025 r. ministerstwo, powołując się na stanowisko Głównego Lekarza Weterynarii, nie znalazło podstaw do wystąpienia do Komisji Europejskiej o zmianę przepisów.
Rzeczniczka dodała, że Warszawa zwracała się również do Głównego Lekarza Weterynarii w sprawie możliwości stosowania antykoncepcji u dzików. W odpowiedziach wskazano jednak, że w Polsce ani w Unii Europejskiej nie ma obecnie dopuszczonego środka antykoncepcyjnego dla tych zwierząt.
Beuth poinformowała też, że nad propozycjami zmian w prawie krajowym i lokalnym, m.in. w kontekście narzędzi radzenia sobie z dzikami w mieście, pracują eksperci w specjalnej grupie legislacyjnej w ramach warszawskiego Zespołu ds. dzikich zwierząt. Inne grupy tematyczne pracują m.in. nad budowaniem świadomości mieszkańców oraz wypracowywaniem zasad bezpiecznego współistnienia ludzi i zwierząt w przestrzeni miejskiej, a także nad projektowaniem miejskiej infrastruktury tak, by nie zachęcała dzikich zwierząt do przemieszczania się w rejon miasta.








