Nowe ustalenia śledczych w sprawie dramatycznego odkrycia w jednym z bloków przy ulicy Jagiełły w Kielcach. Nie żyją cztery osoby – małżeństwo oraz ich dwójka nastoletnich dzieci. Jak przekazuje prokuratura, główną weryfikowaną hipotezą jest tzw. samobójstwo rozszerzone.
Służby ratunkowe pojawiły się na miejscu tuż po godzinie 7 rano po dramatycznym zgłoszeniu od mieszkańców. Z przekazanych informacji wynikało, że przy balkonie mieszkania na pierwszym piętrze znajduje się wiszący mężczyzna.
Daniel Prokopowicz rzecznik Prokuratury Okręgowej w Kielcach informuje, że czynności na miejscu zdarzenia wciąż trwają, a śledczy ustalają okoliczności i przebieg zdarzenia.
– Wstępnie mogę potwierdzić, że na miejscu zostały znalezione zwłoki czterech osób. Z naszych ustaleń wynika, że ofiary to prawdopodobnie 52-letnia kobieta, 55-letni mężczyzna oraz ich dzieci w wieku 17 i 18 lat. Ciała trzech osób znajdowały się wewnątrz mieszkania, a ciało mężczyzny wisiało przy balkonie należącym tego lokalu – poinformował Radio Kielce prokurator.
Główną hipotezą, jeżeli chodzi o przebieg zdarzenia jest tzw. samobójstwo rozszerzone.
– Prawdopodobnie doszło do zabójstwa trzech osób, których ciała znaleziono wewnątrz mieszkania, a następnie do samobójstwa czwartej z nich – wyjaśnia prokurator.

Służby zastrzegają jednak, że jest to wstępne założenie i nie są wykluczane inne wersje śledcze. Dokładny mechanizm oraz przyczyny śmierci ofiar będą znane dopiero po przeprowadzeniu sekcji zwłok. Na ten moment śledczy nie podają szczegółowych informacji na temat ewentualnych obrażeń u ciał znalezionych wewnątrz lokalu.
To sąsiedzi z dołu jako pierwsi dostrzegli tragedię i wezwali służby.
– Żona wcześnie wstaje, kiedy patrzyła przez okno o godz. 6.30 nic nie wzbudziło jej niepokoju. Jednak już około godz. 7, kiedy przechodziła koło okna zobaczyła, że sąsiad wisi – mówi mieszkaniec bloku.
Jak dodaje, w poniedziałkowy wieczór (12 października) w mieszkaniu powyżej słychać było niepokojące odgłosy.
– Kłótni nie było, tylko wczoraj jakieś stukanie było słychać około 21. To był taki głośny dźwięk, ciężko powiedzieć, co to dokładnie było. Później już było cicho. Alkohol raczej odpada, bo ten pan bardzo często jeździł samochodem. Może jakaś głębsza sprawa psychologiczna tu była… Jestem naprawdę wstrząśnięty, bo człowiek na co dzień nie ogląda takich rzeczy – przyznaje sąsiad.
Inny sąsiedzi również zapamiętali rodzinę jako całkowicie zwyczajną i spokojną.
– Z widzenia ich znaliśmy, zawsze się ukłonili, porozmawiali. W życiu byśmy się czegoś takiego nie spodziewali. W głowie się nie mieści, co tu się zadziało – mówią sąsiedzi.
Czynności procesowe na miejscu tragedii potrwają jeszcze przez kilka godzin. Teren wokół bloku pozostaje zabezpieczony przez policję.
























