Po pół roku od przyjęcia uchwały krajobrazowej przez Kraków w sprawie uporządkowania terenu miasto nie zrobiło właściwie nic. Choć dokument formalnie zaczął obowiązywać od lipca, to w magistracie wciąż nie ma jednostki, która zajmowałaby się między innymi wydawaniem zgód na nowe bannery czy nakładaniem kar na bezprawnie powieszone nośniki.
Tymczasem na budynkach w centrum pojawiają się nowe, wielkopowierzchniowe reklamy. Radni i aktywiści interweniują w magistracie. Urzędnicy wyjaśniają jednak, że sprawa nie jest tak prosta.
Na widoczne efekty przyjdzie nam jeszcze poczekać, bo choć rada miasta przyjęła w lutym uchwałę krajobrazową, to wciąż nie ma osób, które mogłyby egzekwować jej zapisy. Jak mówi radny Łukasz Maślona, po latach starań na razie nowe przepisy to fikcja.
– Kilka lat walki o to, żeby w końcu uporządkować chaos reklamowy w Krakowie i w momencie, gdy mamy już przepisy, to okazuje się, że one są martwe, ponieważ nie ma urzędników, którzy by mogli egzekwować zapisy tej uchwały, bo mówimy tu o nowych reklamach, które się pojawiają. Są dwa lata na dostosowanie obecnych reklam, które już w mieście są. Natomiast co do tych nowych trzeba rygorystycznie już podchodzić do tego prawa. Jak się okazuje – prawo jest, ale nie ma komu go egzekwować – tłumaczy Maślona.
Jego zdaniem najlepszym dowodem na brak kontroli tego, co pojawia się w przestrzeni miasta, jest wielki billboard reklamowy, który zawisł niedawno na dwóch ścianach nowo budowanego biurowca przy ulicy Konopnickiej. O braku działań ze strony urzędu mówi także Jakub Pogorzelski ze Stowarzyszenia ŁADny Kraków, który od lat walczy o oczyszczenie przestrzeni miasta ze szpecących bannerów. Jak mówi – żaden właściciel nielegalnego nośnika nie został jeszcze ukarany.
– Zgłaszaliśmy już kilka reklam i w przypadku każdej z nich miasto przesyła je do nadzoru budowlanego, który nie jest w ogóle właściwy w kwestii ustawy krajobrazowej, działa na podstawie przepisów zupełnie odrębnych. Natomiast miasto nie podejmuje żadnych aktywności, które mogłoby wykonywać na podstawie uchwały – ubolewa Pogorzelski.
Tymczasem władze miasta tłumaczą, że formalnie uchwała krajobrazowa zaczęła obowiązywać od 1 lipca, a wszyscy właściciele reklam i szyldów mają dwa lata na dostosowanie ich wyglądu do nowego prawa. A skoro tak, to odpowiednia jednostka w swoim czasie rozpatrzy wszystkie skargi.
– Zajmie się nimi zespół roboczy, który jest obecnie kompletowany. Gdy rozpocznie działalność, na pewno pochyli się nad tymi skargami. Myślę, że jesteśmy w środkowym etapie kompletowania tego zespołu. Powinniśmy więcej wiedzieć we wrześniu na temat jego funkcjonowania – wyjaśnia Kamil Popiela z biura prasowego magistratu.
Tymczasem zarówno radni jak i aktywiści podkreślają, że wspomniany dwuletni okres przejściowy dotyczy tylko reklam już istniejących, zatem zespół powinien działać w mieście już dawno i rozpatrywać wnioski tych reklamodawców, którzy chcą powiesić w mieście nowe nośniki. Zdaniem Jakuba Pogorzelskiego taka sytuacja pokazuje, że temat uporządkowania przestrzeni nie jest priorytetem dla magistratu.
– To jest, mam wrażenie, temat na końcu listy priorytetów dla miasta. Jest to opieszałość, niezainteresowanie tematem – mówi Pogorzelski i dodaje, że zespół powinien zostać skompletowany zaraz po tym, jak rada miasta przyjęła uchwałę krajobrazową. Co na to magistrat?
– W międzyczasie wybuchła pandemia i były trochę inne priorytety, jeśli chodzi o funkcjonowanie zarówno miasta, jak i całego państwa – odpowiada Kamil Popiela.
To oznacza, że do momentu skompletowania i rozpoczęcia pracy zespołu, który zajmie się egzekwowaniem nowych przepisów, w mieście wciąż mogą pojawiać się wielkie nośniki reklamowe szpecące między innymi ścisłe centrum Krakowa.








