Dokładnie 80 lat temu w Warszawie padł rekord zimna. 11 stycznia 1940 roku w stolicy zanotowano 41 stopni na minusie. Dziś natomiast temperatura nie spada poniżej 0.
– To był czas straszny, bo kraj był wyniszczony po wrześniowych walkach – opowiada przewodnik Michał Kwiatkowski. – Ta zima była potwornie trudna, a dodatkowo bardzo mroźna – dodaje.
Pod względem rekordów zimna to była zdecydowanie zima stulecia. Jeżeli chodzi o obfite opady, tu palma pierwszeństwa zdecydowanie należy do przełomu 1978 i 1979 roku. Opady śniegu były tak intensywne, że na kilka tygodni sparaliżowały cały kraj. Jak pisała wówczas „Trybuna Ludu”, na początku lutego przez dwa dni w czynie społecznym miasta i wsie Mazowsza odśnieżało 800 tysięcy osób.
– W odśnieżaniu torów i dróg uczestniczyli również żołnierze, czasem używano nawet czołgów – opowiada Kwiatkowski. – Nie dość, że ścisnął mróz, to jeszcze absurdalna wręcz ilość śniegu. Zaspy miały 70 cm. Normalne było, że autobusy ruszały na pych – mówi.
Ta konkretna zima była w Warszawie pamiętna jeszcze z jednego powodu. 15 lutego w Rotundzie gmachu PKO w Warszawie nastąpił silny wybuch. W wyniku wybuchu gazu ziemnego zginęło 49 osób, a 135 zostało rannych. Do tragedii przyczyniły się warunki pogodowe. Pokrywająca budynek gruba warstwa śniegu uniemożliwiła wydostanie się gazu ziemnego na powierzchnię, a niska temperatura spowodowała, że substancja zapachowa, która miała ostrzegać o ulatnianiu się gazu, uległa skropleniu.