Pożar w ostrowieckim szpitalu powstał prawdopodobnie przez nieostrożność pracowników ekipy remontowej. Ogień pojawił się w piwnicznym magazynie, w którym pracowali konserwatorzy i używali narzędzi iskrzących. W pomieszczaniu o powierzchni 20 metrów kwadratowych gromadzono nieużywane odczynniki chemiczne i środki opatrunkowe.
Ze względu na zadymienie konieczna była ewakuacja pracowników, przebywających w podziemiach lecznicy. Sławomir Rykwa p.o. komendanta ostrowieckiej straży pożarnej wyjaśnia, że dzięki szybkiemu opanowaniu ognia, nie trzeba było ewakuować pacjentów. Nie ma też dużych strat, bo spaleniu uległo tylko wyposażenie magazynu, a pod wpływem temperatury pękła jedna z rur wodociągowych.
W czasie pożaru w szpitalu przez pół godziny z powodu odcięcia energii elektrycznej, pracowały agregaty prądotwórcze. Tak było np. na oddziale dializ. Jednak, jak zapewnia Wiesław Wojarski, dyrektor d.s medycznych ostrowieckiego szpitala, po zakończeniu akcji nie ma żadnych problemów z pracą oddziałów. W pierwszej fazie pożaru z powodu zadymienia tymczasowo przeniesiono pacjentów z pediatrii na inne oddziały, ale po oddymieniu wszystko wróciło do normy.
Akcja oddymiania trwała kilka godzin. Sprawdzono też, czy nie ma zagrożenia ponownego pojawienia się ognia.








