Film o Czesławie Niemenie w reżyserii Krzysztofa Magowskiego wchodzi jutro na ekrany kin studyjnych w Polsce. Dokument pt. „Sen o Warszawie” zawiera unikatowe archiwalia i odkrywa mało znane fakty życia twórcy przeboju „Dziwny jest ten świat”.
O artyście opowiadają muzycy i przyjaciele, a okazją jest 10. rocznica śmierci wybitnego kompozytora i wokalisty. Jego losy ukazano na tle meandrów polityki kulturalnej PRL, odpowiedzialnej za zmienne losy jego kariery i recepcji jego twórczości w zależności od sympatii ówczesnych władz i krytyki.
Film Krzysztofa Magowskiego otwiera scena, gdy znad stadionu Legii Warszawa niesie się chór głosów kibiców śpiewających jego piosenkę „Sen o Warszawie”. Warszawa była miłością Czesława Niemena. Jako młody chłopak wrócił do Polski z Wasiliszek na Białorusi, w ramach ostatniej akcji repatriacyjnej w 1958 roku.
Ta miłość była odwzajemniona tylko połowicznie: charyzmatycznego artystę kochała publiczność, ale nie znosiły go komunistyczne władze. Nagonkę na Niemena, jak wynika z filmu, zorganizowano w wydziale propagandy KC PZPR: „Powodem było to, że był niezależny, cały czas robił coś wbrew władzy. Myśleli, że go kupią, dadzą mu nagrodę i będzie posłuszny. A on cały czas im robił jakiś numer”, mówił Krzysztof Magowski, w wywiadzie dla Joanny Sławińskiej w 1 programie Polskiego Radia.
Sukces, jaki odniósł, po wyśpiewaniu w Opolu piosenki „Dziwny jest ten świat”, szczególnie nie podobał się władzy. Odważny i wszechstronny w swojej twórczości artysta, który miał okazję oglądać życie na Zachodzie, a w swoich tekstach pisał o sprawach najważniejszych, dla komunistycznego systemu był niebezpieczny. Nie bez powodu odmówiono mu licencji „zawodowego muzyka”, skłócono z popieraną przez niego Solidarnością i przygotowano ośmieszający dokument „Sukces”: „Wokół niego była grupa dziwnych ludzi, która na niego donosiła” – dodaje reżyser i scenarzysta filmu „Sen o Warszawie”.
Próby ośmieszenia nie zdały się na nic. Niemen jest artystą wszech czasów, po śmierci doczekał się już wielu pomników, festiwalu swojego imienia, a grono fanów jego twórczości wciąż rośnie, choć ci najmłodsi nigdy nie słyszeli go na żywo.
„Dziesięć lat upłynęło od jego śmierci, a my wciąż śpiewamy te piosenki. Mają po 30, 40 lat, a oparły się próbie czasu, mają więc w sobie coś magicznego, że ludzie je powtarzają” – uważa Krzysztof Magowski.








