Szpital powiatowy w Starachowicach dołączył do tzw. Czarnego Tygodnia. Placówka jest jedną z wielu, które odczuwają skutki obecnej polityki – wyjaśnia dyrektor szpitala Jacek Walkowski.
– My żądamy tego, aby nakłady na służbę zdrowia były adekwatne do naszego miejsca w gospodarce. Jeżeli rządzący mówią, że jesteśmy w G20, to chcielibyśmy, aby i na tym poziomie było finansowanie służby zdrowia. Rządzący wybrali się do G20, a służbę zdrowia zostawili w trzecim świecie – mówi rozgoryczony.
Jacek Walkowski dodaje, że za opiekę nad pacjentami szpitalom należy się odpowiednia opłata z Narodowego Funduszu Zdrowia.
– Chcemy tylko jednego: jak ja coś zrobię, to żeby za to było zapłacone niezależnie od tego, czy to jest limitowane, czy nielimitowane. Wykonałem usługę, więc oczekuję za to pieniędzy, nie mogę ograniczać przyjęć pacjentów. W pierwszym kwartale wykonaliśmy 114 procent ryczałtu, więc 14 procent wydałem na leczenie pacjentów, za które nigdy nikt mi nie zapłaci. To tak być nie może. Rzetelnie wykonujemy swoje usługi, rzetelnie leczymy i diagnozujemy pacjentów i chcemy za to zapłaty – argumentuje.
Dyrektor zapewnia przy tym, że pacjenci szpitala w Starachowicach mogą się czuć zupełnie bezpieczni.
– My zachowujemy płynność finansową. Nie pożyczamy pieniędzy na bieżącą działalność. Jednakże utrzymanie płynności finansowej jest bardzo trudne. Wydłużyliśmy terminy płatności wobec kontrahentów, płacimy pewne zobowiązania na raty, prosimy o ugody w ZUS-ie, które potem wypełniamy. Koniec z końcem jest związany. Natomiast przy takim poziomie finansowania ten koniec będzie coraz trudniejszy do związania i kiedyś przyjdzie konieczność pożyczania pieniędzy – przyznaje.

Rzecznik starachowickiego szpitala Małgorzata Kałuża zaznacza, że pacjenci na razie nie odczuwają skutków protestu.
– Jeżeli zostaną utrzymane w mocy ograniczenia świadczeń ponad limitowych w badaniach obrazowych, takich jak tomografia komputerowa, kolonoskopia albo endoskopia, to będziemy musieli ograniczać te świadczenia – przyznaje.
W ubiegłym roku starachowicki szpital wykonał w sumie 4 tysiące wysokobudżetowych badań obrazowych, w tym około 500 było ponad limit z Narodowym Funduszem Zdrowia. Rzecznik argumentuje, że ograniczenie świadczeń wykonywanych ponad limit będzie oznaczać, że zwiększą się kolejki do lekarzy, będzie też duży problem z diagnozowaniem schorzeń.



















