W 4. kolejce PKO BP Ekstraklasy Korona Kielce wygrała na wyjeździe z Widzewem Łódź 2:1 (2:1). Wynik spotkania otworzył w 7. minucie obrońca gospodarzy Steve Kapuadi, a w 22. i 26.minucie gole strzelił Morgan Faßbender.
Było to pierwsze zwycięstwo Żółto – Czerwonych w sezonie 2026/2027 i szóste z rzędu z zespołem Widzewa.
– Zdawaliśmy sobie sprawę, że przyjeżdżamy na bardzo trudny teren. Wydawało się, że do jaskini lwa po wygranej w Białymstoku. Im dłużej trwał mecze, tym lepiej to wyglądało dla nas. Początek meczu do zapomnienia, bo straciliśmy gola i było kilka momentów nerwowości. W drugiej połowie mogliśmy zamknąć mecz, ale Bartek Drągowski przytrzymał Widzew przy życiu w dwóch, trzech sytuacjach. W samej końcówce znów było bardzo nerwowo, ale udało nam się to wytrzymać i ten wynik dociągnąć do końca, dlatego tym bardziej jestem zadowolony z zespołu. W ciągu dwóch lat jako trener Korony wygrałem z Widzewem sześć razy. Myślę, że to jest dobry wynik, ale dla nas na Widzewie liga się nie kończy. Niech będzie, że mamy patent na zespół z Łodzi, ale niestety ten mecz przeszedł już do historii, a czekają nas kolejne – stwierdził trener Korony Jacek Zieliński.
– Takie zwycięstwa smakują podwójnie, kiedy wynik jest na ostrzu noża. Mogliśmy jeszcze podwyższyć prowadzenie, bo mieliśmy dużo klarownych sytuacji. Cieszy wygrana, zwłaszcza odniesiona na wyjeździe. Teraz musimy skupić się na następnym meczu i iść do przodu. Bartek Drągowski trzymał Widzew, wybronił świetnie kilka piłek, co nawet powodowało naszą złość. Najważniejsze jest jednak to, że zdobyliśmy jedną bramkę więcej – ocenił obrońca kieleckiej drużyny Marcel Pięczek.
– Niestety, zamiast kroku do przodu zrobiliśmy coś odwrotnego. Nie tego się spodziewaliśmy i to nie jest do zaakceptowania. Początek, dwadzieścia pierwszych minut, było na najlepszym poziomie u nas w tym sezonie, ale to było za mało. Przeciwnik strzelił dwa gole ze stałych fragmentów i to nie powinno się przydarzyć. Pojawiła się chwila nerwowości w tych sytuacjach. Zabrakło nam odpowiednich reakcji. Szybko stracone prowadzenie wprowadziło nerwowość w naszej grze. Nie zrobiliśmy wystarczająco dużo, żeby wygrać to spotkanie i przeciwnik to wykorzystał. My nie możemy stracić wiary w siebie, bo były fragmenty i momenty gry, gdy pokazaliśmy się dobrze – podsumował trener łodzian Aleksandar Vuković.
– To był trudny mecz, w którym dominowała fizyczna walka. Jak to w meczach z Koroną. Czy to na wyjeździe czy u siebie. To jest dla niej typowe i trzeba było być na to gotowym. U nas zabrakło odpowiedniego poziomu mentalnego na takie spotkanie i taką walkę. Sił nam nie zabrakło, jeśli chodzi o kondycję fizyczną – powiedział obrońca Widzewa Steve Kapuadi.
W sobotę 22 sierpnia Korona Kielce zmierzy się przed własną publicznością z Motorem Lublin.
















