Patrycja Zarychta – doktor sztuki, wokalistka, kompozytorka, autorka tekstów i wykładowczyni akademicka Akademii Muzycznej w Łodzi. Muzyka jest obecna w jej życiu nie tylko jako zawód i sposób artystycznego wyrażania siebie, ale także jako coś, co pomaga jej radzić sobie z emocjami i trudniejszymi momentami. Sama mówi o sobie, że ma „hiperempatię” – dużą wrażliwość na ludzi i ich emocje, która potrafi być zarówno siłą, jak i czymś, co czasem utrudnia życie.

W „Dzień dobry to Ja! Rozmowy inne niż wszystkie w Radiu Kielce” Patrycja Zarychta opowiada o drodze, którą przeszła, o rodzicach, którzy byli dla niej ważnym fundamentem, i o artystach, których spotkała na swojej drodze. Mówi o pasji, która pomaga pokonywać wyrzeczenia, o muzyce, która jest dla niej terapeutyczna, o empatii i o tym, jak trudno czasem zaakceptować własne słabości.
Patrycja Zarychta będzie gościem najbliższej audycji „Dzień Dobry to Ja! Rozmowy inne niż wszystkie w Radiu Kielce” w niedzielę, 27 września, po godzinie 10. Zapraszają Magdalena Galas-Klusek i Paweł Solarz.
Gdyby mogła Pani wrócić myślami do siebie sprzed dziesięciu lat – czego wtedy o życiu jeszcze Pani nie wiedziała?
– Myślę, że o bardzo wielu rzeczach. Na pewno nie wiedziałam, że będę w tym miejscu, w którym jestem dzisiaj – zarówno życiowo, jak i zawodowo. Pewnie nie wiedziałam też, że skończę studia i że będę miała doktorat. Tego na pewno wtedy nie wiedziałam.
Czy jest takie wydarzenie w Pani życiu, do którego wraca Pani myślami częściej niż do innych? Co sprawia, że właśnie ono zostało z Panią na tak długo?
– Sięgam pamięcią i zastanawiam się, jakie mogłoby to być wydarzenie, bo ostatnio w moim życiu jest ich dużo i często do nich wracam. Ale najczęściej są to wydarzenia związane z jakimiś moimi sukcesami, z czymś, co mnie karmi i motywuje do dalszej pracy.
Każda ważna droga ma swoją cenę. Co musiała Pani oddać albo stracić po drodze do miejsca, w którym dziś Pani jest?
– Myślę, że życie muzyka jest pełne takich wyrzeczeń. Trzeba było poświęcić dużo czasu na rozwój. Ale jest coś takiego jak pasja, która pomaga przejść przez te trudy. Dlatego nie patrzę na to w takich kategoriach, że było to dla mnie aż tak trudne i że coś straciłam w życiu.

Każdy z nas spotyka na swojej drodze ludzi, bez których dziś byłby kimś innym. Kto najmocniej ukształtował Panią jako człowieka?
– Tutaj też jest dużo takich osób, bardzo znaczących w moim życiu. Ale myślę, że przede wszystkim moi rodzice. Ważne były też spotkania z artystami, bo bardzo mocno łączy się to z moim życiem zawodowym. Spotkania z Elą Zapędowską, Wojtkiem Pilichowskim czy Michałem Urbaniakiem były bardzo ważnymi momentami i bardzo ważnymi spotkaniami w moim życiu.
Jakiej cechy najbardziej potrzebuje Pani u człowieka, z którym ma Pani pracować, a jaka cecha sprawia, że zapala się Pani czerwona lampka?
– Kocham ludzi z pasją, z empatią i z taką otwartością na rozwój i poznawanie nowych rzeczy. Boję się osób dwulicowych i takich, które po prostu kłamią.
Mówimy czasem, że ktoś jest po prostu dobrym człowiekiem. Po czym Pani poznaje, że ktoś jest dobrym człowiekiem?
– Po empatii. Wydaje mi się, że to jest najistotniejsze. Czy ten człowiek ma empatię i jest taką wspierającą duszą.
Co dziś potrafi Panią dogłębnie wzruszyć?
– Wiele rzeczy. Myślę, że moja wysoka wrażliwość ułatwia mi ten proces. Potrafi mnie wzruszyć dobry film, świetna muzyka, a także jakieś wzruszające rozmowy z moimi bliskimi albo ze znajomymi. Myślę, że przede wszystkim właśnie takie rzeczy.
Każdy przeżywa trudniejsze chwile. Co pomaga Pani odzyskać spokój, kiedy życie nie układa się po Pani myśli?
– Natura, taka bliskość natury, i muzyka. Muzyka jest dla mnie bardzo terapeutyczna.
Co jest dla Pani najtrudniejsze do zaakceptowania – u innych, w świecie, a może w samej sobie?
– U siebie myślę, że często ciężko jest pogodzić się z jakimiś wadami, które mamy, a każdy z nas je ma. I z tym cieniem warto porozmawiać i przyjrzeć się mu. A u innych: rzeczy, na które też nie mamy jakiegoś wpływu, a chcielibyśmy na przykład komuś pomóc. To też bywa trudne do zaakceptowania.

Na chwilę odłóżmy wszystkie sukcesy zawodowe. Gdy patrzy Pani na swoje życie – z czego jest Pani najbardziej dumna jako człowiek?
– Myślę, że z tego, że pokonałam jakieś swoje słabości. I z tego, że kiedyś myślałam, że czegoś nie osiągnę, a jednak to osiągnęłam.
Gdyby miała Pani dziś powiedzieć jedno szczere „dziękuję” – za co i do kogo byłoby ono skierowane?
– Moim rodzicom – za wszystko, co zrobili dla mnie w moim życiu i za to, że cały czas mnie wspierają.
Gdyby mogła Pani zaprosić na spokojną rozmowę jedną osobę – żyjącą lub nie – z kim chciałaby Pani usiąść przy stole i o czym chciałaby Pani z nią rozmawiać?
– Rodziców.
Wyobraźmy sobie, że spotykamy się ponownie dokładnie za dziesięć lat. Jakim człowiekiem chciałaby Pani wtedy być?
– Dalej tym dobrym, empatycznym człowiekiem, którym, myślę, że jestem. Może nie aż z tak dużą empatią, bo mam taką hiperempatię i to mi czasem przeszkadza w życiu. Chciałabym, żeby to się trochę zbalansowało. Tego bym sobie życzyła. Chciałabym być też szczęśliwą, spełnioną mamą i wokalistką.
A patrząc na swoje życie, z tymi wszystkimi doświadczeniami, sukcesami, porażkami, czy jest rada, którą chciałaby Pani przekazać młodym ludziom, którzy wchodzą dopiero w dorosłe życie?
– Na pewno to, że ten świat trochę zmienia się z perspektywy. I może brzmi to bardzo trywialnie, ale rzeczywiście, jeśli troszkę spojrzymy na siebie i na swoje życie z boku, z innej perspektywy, to wydaje się ono łatwiejsze.







