Z roku na rok rośnie powierzchnia sadów czereśniowych w okolicy Sandomierza. Są tam odpowiednie warunki klimatyczne i glebowe do uprawy tych owoców. Temat ten był głównym motywem drugiego dnia Spotkań Sadowniczych w Sandomierzu- jednej z największych konferencji tej branży w południowo- wschodniej Polsce.
Marek Kawalec, prezes wydawnictwa Plantpress uważa, że do zakładania sadów czereśniowych skłania producentów wysoka dochodowość, w przeciwieństwie do uprawy jabłek, których cena jest niska, a do tego są problemy z ich zbytem.
Dr Dariusz Paszko z Uniwersytetu Przyrodniczego w Lublinie jest zdania, że najbliższe 10 lat warto wykorzystać na zakładanie sadów czereśniowych. W tym czasie powinien utrzymywać się duży popyt na te owoce oraz ich atrakcyjna, stabilna cena. Dodał, że zwrot nakładów występuje już po 6-8 latach od założenia uprawy, a dochodowość sięga nawet kilkudziesięciu tysięcy złotych z hektara.
Producenci sprzedają czereśnie na rynku krajowym, choć niektórzy zajmują się także eksportem. – Trzy lata temu, jeden z sandomierskich sadowników wysłał swoje czereśnie do Singapuru, a w ubiegłym roku do krajów skandynawskich. Problemem jest spełnienie wysokich wymagań jakościowych. Średnica owocu na wymagających rynkach światowych nie może być mniejsza od naszej pięciozłotówki- wyjaśnia Anita Łukawska z miesięcznika „Czereśnia”.
Sady czereśniowe w powiecie sandomierskim zajmują obecnie ok. 1,5 tysiąca hektarów.








