Od 50 do nawet 80 procent wynoszą wstępne straty w sadach owocowych, w rejonie Sandomierza. Od poniedziałku nocne spadki temperatury sięgały nawet – 5 stopni C. Uszkodzone są m.in. kwiaty czereśni, wiśni i jabłoni.
Arkadiusz Heciak z Lenarczyc w gminie Obrazów szacuje straty w sadzie jabłoniowym na poziomie ponad 50 procent.
– Sytuacja będzie bardzo ciężka. Jeżeli nie będzie jakiegoś wsparcia od państwa, to większość sadów zacznie upadać. Nawet jeśli coś uda się uratować, to będą to jabłka z plamami, obwódkami, których nie sprzeda się jako konsumpcyjne, tylko jako przemysłowe, a więc znacznie tańsze – stwierdził sadownik.
Wójt Obrazowa Krzysztof Tworek zwrócił uwagę, że przymrozki wystąpiły na terenie całej gminy Obrazów, w zależności od ukształtowania terenu, temperatury wynosiły od – 1 do prawie – 5 stopni C.
– Większość sadowników nie ma ubezpieczonych sadów, bo polisy z dopłatą państwa są bardzo trudno dostępne. Zdarza się, że z powodu niewystarczających środków finansowych przeznaczonych na dopłaty wyczerpują się one w ciągu jednego dnia, albo nawet godzin.

Samorząd gminy Obrazów przygotowuje apel do ministra rolnictwa, aby to zmienić, by sadownicy mieli większe możliwości ubezpieczenia sadów z rządowymi dopłatami – zaznacza.
Marcin Kaca, kierownik praktycznej nauki zawodu w Zespole Szkół Centrum Kształcenia Rolniczego w Sandomierzu zauważył, że sadownicy wykorzystują rożne sposoby, aby zmniejszyć ryzyko przemrożeń kwiatów.
– Najbardziej powszechne w ostatnich sezonach jest ogrzewanie i mieszanie powietrza. Natomiast najprostszym środkiem jest palenie ognisk na plantacjach i w sadzie, ale jest to bardzo pracochłonne – dodał.
Ta noc (ze środy na czwartek 29/30 kwietnia) w powiecie sandomierskim ma być najzimniejsza, z temperaturą nawet do – 8 stopni C. Sadownicy ustawiają piecyki, w których będą palic brykiet, węgiel i drewno. Tym sposobem temperatura może nieznacznie wrosnąć. Jeśli jednak mróz będzie długotrwały, to szansa na uratowanie plonu jest znikoma.










